Wejście Cormorana

Robert Galbraith

Wołanie kukułki

przekład: Anna Gralak

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013, stron 451

Jeżeli J. K. Rowling chciała udowodnić sobie i światu, że nie jest autorką jednej powieści, to według mnie zrobiła to już swoją poprzednią książką Trafny wybór. W nowym wcieleniu jako Robert Galbraith spróbowała swych sił jako autorka kryminałów. I znów się udało.

Wołanie kukułki to kryminał z wciągającą, misternie skonstruowaną intrygą wzorujący się na najlepszego sortu klasycznej powieści detektywistycznej. Najwięcej tam Roberta Galbraitha/J. K. Rowling, ale trochę też jakby z Dorothy Leigh Sayers, P.D. James i Raymonda Chandlera. Nie wiem, czy autorka byłaby zachwycona takim porównaniem, ale to ma być komplement. Zagadkowy tytuł (wierny oryginałowi) nie dawał mi spokoju. Kukułka pojawiła się dopiero na 175 stronie i wtedy wreszcie moja ciekawość została częściowo zaspokojona.

Do sławnych powieściowych detektywów najprawdopodobniej dołączy kolejny, Cormoran Strike. Ten zupełnie zwyczajny i wyjątkowo nieatrakcyjny facet jest weteranem wojennym, który na wojnie w Afganistanie stracił nogę. Po powrocie do Londynu posypało mu się życie osobiste. Rozstał się z kobietą swojego życia, a ponieważ u niej mieszkał, to stał się nagle bezdomny. Jedyne co teraz ma, to długi i biuro detektywistyczne, któremu przydałoby się trochę więcej klientów i tymczasową pracownicę, na którą go nie stać. Oprócz Cormorana Strike’a w powieści pojawia się szereg bardzo wyrazistych postaci. Autorka potrafi kreślić portrety swoich bohaterów z wielką dbałością o szczegóły, co udowodniła już z resztą w poprzedniej powieści.

W biurze Cormorana zjawia się John Bristow, brat słynnej modelki Luli Landry i prosi Cormorana o zbadanie, czy jej śmierć rzeczywiście była samobójstwem. To dla Strike’a szansa, żeby finansowo odbić się wreszcie od dna, więc mimo, że nie wierzy w teorię Bristowa przyjmuje sprawę. Tym samym wkracza nagle w dość zamknięty, rządzący się swoimi prawami świat celebrytów. Z pozoru rutynowe śledztwo z czasem zaczyna się coraz bardziej komplikować.

451 stron wciągającej lektury i obietnica, że Cormoran Strike i jego współpracownica powrócą. Niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Kolejna powieść ukaże się już latem tego roku. Mam nadzieję, że w polskim przekładzie równie szybko jak Wołanie kukułki.

Gdzieś przeczytałam, że dopóki nie wydało się, że Robert Galbraith to J. K. Rowling, powieść kiepsko się sprzedawała. No cóż, to tylko dowód, że reklama jest dźwignią handlu, a debiutantom, nawet najbardziej utalentowanym trudno się przebić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *