Spowiedź niewdzięcznicy

Zbigniew Białas

Korzeniec

MG, 2013, stron 383

Jeżeli zacznę tę notatkę od słów, że na mój błagalny apel na fejsie o pożyczenie mi do przeczytania Korzeńca odpowiedział (tylko i wyłącznie) sam autor, a potem przysłał mi egzemplarz z pozdrowieniami i życzeniami przyjemnej lektury, to na pewno znajdzie się ktoś, kto pomyśli, że teraz zechcę się odwdzięczyć i napiszę same superlatywy.

No i rzeczywiście napiszę same superlatywy, ale nie z wdzięczności, tylko dlatego, że to książka doskonała. Większej niewdzięcznicy niż ja można ze świecą szukać, co pewnie i tak mam wypisane na twarzy…

Czasami jednak warto wpatrywać się w ludzkie twarze. Każdy dojrzały człowiek ma bowiem taką twarz, na jaką zasługuje, na jaką sobie zapracował każdym dniem swojego życia. W tym sensie twarz nie kłamie, ale trzeba ją umieć odczytać. Im człowiek straszy tym czytelniejsza jest jego twarz, tym mniej w fizjonomii przypadkowości. Jest tylko to, co wykuwało się uporczywie całymi latami. Wszystkie myśli i uczynki, prawdy i oszustwa, każda chwila pożądliwości, każdy moment zawiści, ale też każdy szlachetny gest i szczery śmiech – nic się w procesie wieloletniego rzeźbienia twarzy nie zmarnuje, nic nie jest stracone ani zapomniane. Nic nie pozostaje ani darowane, ani niewynagrodzone. Tak, zapłata przychodzi już w tym życiu. Każdy dzień przyczynia się do takiego, a nie innego wykrzywienia ust, do wyorania specyficznych łuków zmarszczek, do odpowiedniego lśnienia oczu. Wszystko, wszystko na twarzy widać, bez żadnego zafałszowania.

Kroniki sosnowieckie zaczęłam czytać od tomu drugiego Puder i pył, więc wątek kryminalny sama sobie położyłam. To jednak właściwie nieważne, bo sosnowiecki serial powieściowy Zbigniewa Białasa to nie powieść sensacyjna, chociaż misternie wpleciona zagadka kryminalna i śledztwo, prowadzone nieudolnie przez detektywa z przypadku, czyli redaktora Monsiorskiego dodaje całości swoistego smaczku.

Korzeniec przeniósł mnie do Sosnowca w roku 1913, czyli kilka lat wstecz. Kafelkarz Alojzy Korzeniec jeszcze żyje i czytając pierwsze zdanie powieści, można się raczej spodziewać, że zejdzie z tego świata z powodów zdrowotnych lub złorzeczeń swojego pracownika. Sapiąc i dysząc przykleja właśnie na świeżo wyłożonej posadzce firmowy kafelek ze swoim nazwiskiem i pierwszą literą imienia.

„A. Korzeniec”, nie „Alojzy Korzeniec”, ponieważ właściciel firmy nie był zadowolony ze swojego imienia. Imię to kojarzyło mu się z człowiekiem opasłym i niezbyt inteligentnym, a on owszem, był opasły i niezbyt inteligentny, ale o tym nie wiedział. W każdym razie nie dopuszczał do siebie nawet cienia takich podejrzeń.

Tak zaczyna się opowieść o Sosnowcu, w której roi się od nietuzinkowych, brawurowo przedstawionych postaci, często o niezwykłych nazwiskach. W tle pojawiają się też postacie historyczne jak Gierek, Kiepura i Szpilman. Fikcja przeplata się zgrabnie z faktami historycznymi, a sam Sosnowiec wydaje się być niezwykle fascynującym miastem.

Myliłby się malkontent, który uważałby Sosnowiec wyłącznie za Świniogród, Ciemnogród, kopalnianą dziurę, miasto spekulantów, przemytników, robotników i tajniaków.

Fantastyczne są te wszystkie opisane z humorem i lekką ironią sytuacje i postacie, z którymi (dzięki czytaniu kronik sosnowieckich od końca, a raczej od środka, bo kolejne dwa tomy dopiero powstaną) z przyjemnością spotkałam się po raz drugi. Poznałam między innymi panieńskie lata mojej ulubionej bohaterki, przyszłej pani Korzeńcowej (vel Klandestyn Bizukont), opierającej się nieustającym próbom troskliwej mamusi, która planuje szybkie wydanie córki za mąż, najlepiej za producenta pierzyn. Trudno było się nie śmiać czytając o tym jak Jadwiga, de domo Zimorodzic, odkrywa w sobie nie tylko talent pisarski, ale i poetycki.

Inne interesujące postacie to Emanuel Appel, Tadeusz Meyerhold, Andrzej Neumann i Lechosław Lech-Leszka, czyli sosnowieccy dekadenci i rewolucjoniści teoretycy dyskutujący z zapałem o literaturze i polityce w oparach piwa przy kawiarnianym stoliku w hotelu Victoria. Takich dwóch jak tych czterech, to nie ma ani jednego!

Jak już wcześniej wspomniałam, powieść ma doskonałą fabułę i styl. Zabrzmi to pewnie dziwnie, ale Puder i pył jest jeszcze lepszy. Wydaje mi się, że po udanym debiucie autor pisze z większą swobodą. Jeżeli tom trzeci będzie jeszcze lepszy niż drugi, to pewnie już zabraknie mi słów, żeby wyrazić zachwyt.

Korzeniec doczekał się adaptacji teatralnej w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu nagrodzonej Złotą Maską za najlepszy spektakl 2012 roku. 1 kwietnia o godzinie 20.20 dzięki TVP Kultura będzie można WRESZCIE zobaczyć go w telewizji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *