Zamek z piasku, który runął, czyli pożegnanie Millennium

Obejrzałam i podobał mi się, choć z książką miał trochę za mało wspólnego. Obrany z wątków jak zwiędła cebula, tylko środek został, czyli wątek konfrontacji Lisbeth z przedstawicielami egzekwowania prawa. Millennium to jednak zdecydowanie materiał na serial!

Jest to dokładnie ciąg dalszy historii, której początek poznaliśmy w Dziewczynie, która igrała z ogniem. Wiele postaci, które pojawiły się w książce Zamek z piasku, który runął  są w filmie właściwie nieobecne, a szkoda. Scenariusz oparty tylko na głównym wątku powieści po prostu ich nie potrzebował, żeby zaserwować nam ten political fiction z happy endem.

Dla kogoś, kto czytał powieść najpierw, panuje w tym filmie po prostu bałagan. Trudno się połapać kto ma jaką rolę do odegrania w drodze do szczęśliwego zakończenia i który wątek książkowy właśnie oglądamy. Jak się kocha detale powieściowe, to taka opowiedziana po łebkach historia jest trochę irytująca. Mój mąż był w tej szczęśliwszej sytuacji, ze książki nie czytał, więc nie wiedział kto powinien mieć do odegrania zupełnie inną rolę w całej tej historii.

Umówmy się, że jest to film luźno oparty na motywach powieści Stiega Larssona, a nie filmowa adaptacja powieści. Tak będzie się go oglądało po prostu lepiej, bo jest to mimo wszystko zgrabnie ulepiona historia o tym, że jak się uprzeć, to prawda ma szansę zwyciężyć.

I na tym poprzestanę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *