Nieoczekiwany zwrot akcji

Wcześniej wypożyczałam książki, teraz sprzedaję. Między innymi.

Odwiedzający mój blog mieli okazję śledzić na bieżąco moją bibliotekarską karierę zakończoną piękną katastrofą. Z bibliotekarki zmieniłam się teraz w kancelistkę. Towarzystwo Historyczne ma swoją siedzibę, zwaną szumnie kancelarią, dwa domy dalej, czyli droga do pracy zabiera mi obecnie dwie minuty.

Pierwsza wizyta w kancelarii Towarzystwa była dla mnie dość zaskakująca. Ze ścian spoglądali na mnie z portretów nieżyjący już mieszkańcy mojej mieściny, a nos drażnił zapach historycznego kurzu. Nie jestem alergiczką, ale trudno mi było powstrzymać kichanie. Jakimś cudem dostałam tę pracę na okres próbny. Może nie było więcej chętnych? Przez pierwszy miesiąc pracowałam z dotychczasowym kancelistą. Łaziłam za nim krok w krok, bez przerwy patrzyłam mu na ręce, albo zaglądałam przez ramię. Cud, że to wytrzymał! Miał zostać do połowy kwietnia, ale pod koniec marca stwierdził, że umiem już tyle co on, albo i więcej (co za poczucie humoru!), więc on w takim razie z chęcią pożegna się wcześniej. Może więc jednak nie wytrzymał? Zarząd się zgodził i mój poprzednik z radością opuścił Towarzystwo i naszą mieścinę na zawsze. Udał się na zachodnie wybrzeże.

Kancelaria leży w starym drewnianym budynku o kiepskiej izolacji, więc często słyszę jakieś szelesty, skrzypienia lub kroki. Mam wrażenie, że nigdy nie jestem w biurze zupełnie sama. No i te wszystkie wpatrzone we mnie z portretów oczy…

Ostatniego dnia marca przejęłam ostatecznie obowiązki poprzednika i od tej pory jestem jedyną zatrudnioną w tej niewielkiej kancelarii. To dosyć dziwne uczucie być jednocześnie szefem, pracownikiem i biurową sprzątaczką. Zakres obowiązków mam dosyć szeroki, od sprzątania, poprzez wszelakie czynności biurowe, sprzedaż reprintów oraz współczesnych monografii o mojej mieścinie, po współpracę z redakcją kwartalnika wydawanego przez Towarzystwo. Muszę się sporo nauczyć. Także tego, żeby uważać na palce przy zamykaniu sejfów. Dzień pracy organizuję sobie sama. Na razie trzy czwarte moich obowiązków to sprzątanie. Po ilości kurzu śmiem sądzić, że pierwsze od lat. Do tej pory wysprzątałam swój pokój biurowy z aneksem kuchennym i toaletą. Sortowanie dokumentów i fotografii zajęło mi kilka dni. Od jutra biorę się za naszą mini „księgarnię”, która mieści się na dwóch stolikach, a zaraz potem za ukryte za parawanem podręczne archiwum i niewielką biblioteczkę. To zajęcie na kilka najbliższych tygodni. Potem ruszę do piwnicznych archiwów. Życzcie mi powodzenia.

DZIĘKUJĘ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *