Książki i tłumy

Najbardziej pożądana impreza roku jest już wspomnieniem. Teraz będę zajęta czekaniem na następną w 2014. A czekając będę wspominać tegoroczne targi. W centrum uwagi była tego roku literatura rumuńska. Aż dziw brał ile książek pisarzy rumuńskich udało się zebrać w jednym miejscu! Dla przeciwwagi, polskich nie było wcale. W zeszłym roku wypadliśmy bardzo żałośnie, więc może lepiej, że nas tym razem w ogóle nie było? W tym roku pojechałam na targi prywatnie, więc wybrałam sobie dzień, który wydał mi się najbardziej atrakcyjny, czyli sobotę. Tak samo wybrało jeszcze kilka tysięcy osób. Miałam wrażenie, że zbity tłum próbował przesuwać się we wszystkich kierunkach jednocześnie.

Jako pierwszy, już w drzwiach, rzucił mi się w oczy szwedzki Egmont…

Potem mój wzrok przykuły książki, masa nowości, dosłownie całe stosy…

I pełne półki…

Na targach roiło się od mistrzów pióra. Udzielali wywiadów, brali udział w dyskusjach, podpisywali książki, pozowali z fanami do zdjęć, rozdawali uśmiechy na prawo i lewo. Hennig Mankell pojawił się z nowym Wallanderem…

Żeby uniknąć chaosu, kolejki do niektórych pisarzy były monitorowane przez pracowników wydawnictw…

Miałam rozpisany plan gdzie muszę koniecznie być. Niestety musiałam wszystko zweryfikować, bo przedarcie się przez te tłumy graniczyło z cudem. Łatwiej było po prostu dać mu się porwać. I tak zrobiłam. Program każdego z wydawnictw był dosłownie naszpikowany sławnymi nazwiskami. Oto kogo proponowało np. wydawnictwo Pirat w sobotę…

Tym sposobem trafiłam dwa razy na Camillę Läckberg, zamiast na Jana Guillou i Leifa G.W. Perssona. Za drugim razem w towarzystwie Viveci Sten…

Bardzo mnie ucieszył widok niektórych nowości. Emmy Abrahamson napisała ciąg dalszy doskonałej powieści dla młodzieży Only vag is upp, którą kiedyś opisałam na blogu…

Jest kolejna książeczka dla dzieci o Super-Charlim. Jest też kolejna powieść dla dzieci Susanny Alakoski…

Ulubieniec dzieci, Martin Widmark był bardzo oblegany przez fanów w każdym wieku…

Na targach nie zabrakło też reprezentanta bibliobusów. Ten jest z Borås…

Jedna z dyskusji o kulturze, na scenie dziennika Aftonbladet. Panowie mieli bardzo smętne miny, bo dzieci coraz mniej czytają…

Udało mi się jednak trafić i zdążyć na przesłuchanie przez Deckarakademin Johana Theorina. Na koniec moderatorka spotkania podziękowała „chłopcom” za przybycie…

Po przesłuchaniu „chłopcy” podpisywali swoje książki. Do Johana ustawiła się długa kolejka…

Udało mi się później zamienić z nim kilka słów. Prosił, żeby pozdrowić w jego imieniu czytelników bloga i podziękować za to, że czytamy jego książki. Pozdrawiam więc i dziękuję w imieniu autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *