Nie dało się poszaleć

Nie mogłam się zdecydować, czy popełnić ten wpis, czy nie, bo tak naprawdę to nie bardzo jest o czym pisać. Na książkowych wyprzedażach jest coraz skromniej i coraz bardziej byle jak.

Tegoroczna wyprzedaż nie powala. Największą ofertę maja księgarnie internetowe, te w realu z roku na rok coraz słabszą. Zastanawiam się, jakie są tego przyczyny? Podejrzewam, że po prostu sprzedaż książek utrzymuje się na zadowalającym poziomie przez cały rok, więc wydawcy nie widzą sensu, żeby szczególnie się starać z powodu corocznej, tradycyjnej wyprzedaży. Czasy specjalnych wydań niektórych tytułów specjalnie z tej okazji, nocne godziny otwarcia, częstowanie klientów śniadaniem to już przeszłość.

W moim mieście są tylko dwie księgarnie z prawdziwego zdarzenia i duże stoisko księgarskie w Åhléns. Ulfs bokhandel już drugi rok z rzędu nie zainwestował nawet w katalog wyprzedażowy. Po prostu trzeba przyjść i zobaczyć co jest. Arvids bokhandel katalog ma, chociaż w tym roku to tylko kilkustronicowa broszurka. Żadnych możliwości zamówienia wcześniej, ani przez internet, ani bezpośrednio w księgarni. Nie ma też otwarcia w godzinach nocnych, co było tradycją. Podobno jakaś księgarnia w Sztokholmie miała specjalną ofertę nocną dla klientów, którzy przyjdą w piżamach. Szczegółów niestety nie znam.

Pierwszego dnia wyprzedaży zaliczyłam obydwie księgarnie, Åhléns i sklepy wielobranżowe, które mają w ofercie książki. W księgarniach nie kupiłam NIC. W Åhléns kupiłam aż jedną, starannie wydaną książeczkę z cytatami sławnych kobiet. W Willy’s kupiłam cztery książki (trzy szwedzkich pisarzy i jedną młodej norweskiej pisarki) w wydaniu pocket i dwie audioksiążki, w City Gross też jedną, najnowszą powieść Leifa GW Perssona Den döende detektiven (Umierający detektyw), która została uznana za najlepszą szwedzką powieść sensacyjną 2010 roku.

I tyle. Nie poszalałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *