I po co mi to było?

Minął mniej więcej miesiąc odkąd wygoniłam blog na fejs. Wiecie jak to jest, człowiek nie ma za wiele do roboty, to mu dziwne pomysły przychodzą do głowy, zwłaszcza kiedy inni namawiają. No to wrzuciłam blog na fejs i się zaczęło. Najpierw problem co za profil trzeba mieć, żeby to był profil bloga, a nie prywatny. W końcu powstała strona bloga, czyli fanpage. Na początku wszystko wydawało mi się dziwne, ale według kolegi zacofanego.w.lekturze po paru dniach miałam śmigać po fejsie. No nie pomylił się za bardzo, ale odkąd zaczęłam śmigać okazuje się, że nie mogę robić tego co chcę, tylko to na co łaskawie pozwala mi fejs.

Co mogę? Mogę tylko napisać „co ostatnio porabiałam„, ale nie mogę już nawet edytować własnego wpisu. Mogę też udostępniać niektóre cudze wpisy u siebie. I tylko tyle mogę.

Czego nie mogę? Tych nie mogę jest cała masa; nie mogę u nikogo nic skomentować, polubić wpisu, nie mogę nawet umieścić u nikogo żadnego wpisu na tej całej osi, a jeśli to zrobię to jest widoczny tylko dla mnie. Nie mam wyszukiwarki, więc znalezienie czegokolwiek na fejsie tak samo graniczy z cudem jak wtedy, kiedy nie miałam strony bloga. Nie mogę zobaczyć wszystkich, którzy polubili stronę (jest ich podobno 37, a mnie wyświetla się tylko 11 profili), nie mogę też zsynchronizować strony z telefonem, bo nie dostaję sms-a zwrotnego z potrzebnym do tego kodem. Nie udało mi się też wysłać zaproszeń do kontaktów z hotmaila przez fejs. Nie udało mi się także uruchomić powiadomień od tych, których udało mi się do tej pory znaleźć na fejsie i dodać do ulubionych. Jak chcę zobaczyć czy pojawiło się cokolwiek nowego, to muszę latać na piechotę po każdym ulubionym, na dodatek wchodzić na profile przez google.

Czemu o tym piszę? Kogo to obchodzi? Może mało kogo, ale tym wpisem chciałam przeprosić wszystkich „37”, którzy okazali wyrazy sympatii temu blogowi przez polubienie go na fejsie, a ja nic, milczę jak grób, ani mnie widać, ani słychać poza własną stroną.

Podobne problemy miałam też kiedyś, bo to nie jest pierwsza próba wypchnięcia bloga na fejs. Wtedy się poddałam i zlikwidowałam profil właściwie od razu. Tym razem nie zrobiłam tego, ale śmigania po fejsie jednak nie będzie. Profil zostanie, ale dialog ze mną będzie się mógł odbywać tylko na stronie mojego bloga, niestety.

Planowałam zorganizować czasem jakiś konkurs dla fanów, ale tego też nie będzie, bo jak to zrobić skoro nie wiadomo nawet kto jest fanem? Będą się tam więc pojawiać tylko linki do wpisów na blogu i czasem coś offowego, czego na blogu nie było, nie ma i nie będzie. I tyle. Przynajmniej na razie, dopóki fb nie zrobi jakichś zmian, albo ja nie dowiem się w czym leży mój problem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *