Nad morzem. Z książką.

Spotkaliśmy się w Zatoce Sztuki. Trudno mi opisać to miejsce, najlepiej je po prostu samemu zobaczyć, poczuć jego absolutnie wyjątkową atmosferę. Część lokalu nawet specjalnie dla nas przemeblowano. Zniknęły dizajnerskie meble, a pojawiły się dwa długie stoły, śnieżnobiałe obrusy i nawet kwiatki w wazonikach. Skromnie i zarazem bardzo elegancko. Jeden stół zajęły książki od sponsorów, drugi nasz Bookcrossing by the Sea.

Co za różnorodność gatunków! Romanse, kryminały, poezja, reportaż. Trafiły na stół nawet dwie w języku angielskim, które podarowaliśmy przechodzącej sympatycznej parze Sopocian. Literacki Egmont wydaje doskonałą serię dla dzieci, Basia. Zachwyciła mnie nie tylko treść, ale także staranność wydania. Natomiast Literacki Sopot zadbał o to, żeby było w czym zabrać książki do domu.

Uczestnicy spotkania zaczęli pojawiać się nawet dwie godziny przed wyznaczonym czasem. Najpierw podziwialiśmy morze, które tego dnia wyglądało groźnie i szumiało donośnie, jakby specjalnie na nasze życzenie, chociaż plażowy DJ robił co mógł, żeby ten szum skutecznie zagłuszyć. Zachmurzone niebo nie pozwalało słońcu wyjrzeć nawet na chwilę. Do czasu. Kiedy Ana Matusevic chwyciła za aparat i zaprosiła nas na sesję zdjęciową z książkami, piaskiem i morzem w tle nagle nieśmiało wyszło zza chmur. Fotki są fenomenalne! I pomyśleć, że wahałam się, czy w ogóle wziąć udział w sesji!

Oprócz nas organizatorek spotkania, powitała uczestników spotkania Marta Szadowiak, która reprezentowała patrona naszej imprezy, Literacki Sopot. Poinformowała przy okazji o atrakcjach, jakie Literacki Sopot szykuje na festiwal literacki (także specjalnie dla blogerów), który odbędzie się w sierpniu.

Ewa Formella oglosiła wyniki swojego blogowego konkursu pachnącego lawendą i zaprezentowała swoją nową powieść. Miałam przyjemność wraz z Beatą jurorować w konkursie i po lekko burzliwej dyskusji zdecydowałyśmy komu dać pierwsze miejsce, komu drugie i komu trzecie.

Potem były rozmowy o dowolnej tematyce, ale o czym by się nie zaczęło mówić i tak w końcu było o książkach. Chwilami nietypowo, ale zawsze interesująco. Zastanawialiśmy się między innymi dlaczego Wokulski jeździł tak często do Paryża i dlaczego niektórzy znawcy literatury czepiają się szaliczka subiekta Rzeckiego. Ladymgiełka mówiła niezwykle interesująco o dziełach dramaturga wszechczasów. Od razu nabrałam ochoty, żeby jednak dać Hamletowi kolejną szansę. Rozmowy przerywały na chwilę loterie ufundowane przez Wydawnictwo MG (niewiarygodne, ale udało mi się wygrać jedną!) i Audioteka.pl oraz wyszukane am-am i nie mniej wyszukane napoje. Moje diabelsko ostre krewetki po tajsku tak mnie znieczuliły, że nie czułam smaku wykwintnych babeczek od Fajnych bab. Podobno najlepsze były te beżowe. Nikt nie odważył się zjeść tej największej z marcepanowym logo Literackiego Sopotu.

Mam nadzieję, że wszyscy byli zadowoleni ze spotkania tak jak my (Beata & Beata). Jeżeli możemy mówić o sukcesie, to zapracowaliśmy na niego wszyscy, zwłaszcza uczestnicy spotkania i to Wam chcę przede wszystkim podziękować! Obiecajcie, że zjawicie się na następnym!

Kolejne podziękowania kieruję do:

Beaty Kobierowskiej (felicji79), której entuzjazm nie pozwalał mi nawet przez chwilę myśleć, że się nie uda.

Literackiego Sopotu, a szczególnie do Marty Szadowiak za wsparcie i patronowanie spotkaniu w nadziei, że na tym nie koniec.

Literackiego Egmontu, a zwłaszcza do Kasi Konopki za książki, które ucieszyły absolutnie wszystkich.

Wydawnictwa MG, za loteryjne nagrody, na których widok wszystkim zabłysły oczy, a zwycięzcy wzdychali z zachwytu.

Audioteki.pl, za książki do słuchania w mistrzowskich interpretacjach i swobodę w wyborze nagrody, co przyprawia o zawrót glowy!

Zatoki Sztuki, ze szczególnym uwzględnieniem Kasi Franusiak, która lepiej od nas wiedziała czego potrzebujemy i sympatycznego Pana kelnera, który dwoił się i troił, żeby sprostać wszystkim życzeniom.

Spotkanie uwieczniliśmy po wsze czasy na kartach książki, którą wszyscy pisaliśmy podczas spotkania. Powstał niesamowity reportaż-rzeka, który miałam możliwość przeczytać w całości jako pierwsza. Co za lektura! Biały kruk, tylko w jednym egzemplarzu, na dodatek napisany ręcznie!

Już teraz możemy (Beata & Beata) obiecać, że spotkamy się znów za rok.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *