Rok bez nagrody bookfy

Tradycyjnie nie będzie żadnych podsumowań, statystyk ani rankingów. Udało mi się przeczytać w ubiegłym roku kilka bardzo dobrych książek, z których muszę wymienić Cwaniary Sylwii Chutnik, o której jednak do tej pory na blogu nie napisałam. Nie jest ona wyjątkiem, jeszcze kilkanaście innych czeka na swoje blogowe notki. Dlatego nie będzie też nagrody bookfy 2014 Śliwka w czekoladzie, bo właśnie powieść Cwaniary jest najpewniejszą kandydatką.

***

Dostałam kilka dość osobliwych prezentów gwiazdkowych, o których nie będę się rozpisywać. Oprócz tego DWIE książki papierowe i kilka e-booków. E-booki w ramach ochrony lasów z komentarzem, że pora zacząć przestać być egoistą lubiącym szelest i zapach papieru prosto z drukarni. Trudno mi było znaleźć wystarczające kontrargumenty, więc wyraziłam zgodę na kontynuowanie tej nowej tradycji także przy okazji kolejnych świąt.

Święta miałam lekko rozjechane, bo Wigilia w Lundzie, pierwszy i drugi dzień świąt w moim domu, a potem Sylwester w jednym z kaszubskich hoteli. W Polsce czekała na mnie niespodzianka w postaci jednej (z dwóch wcześniej wspomnianych) papierowej książki. Problem z nią polegał na tym, że sporo ważyła i w końcu nie poleciała ze mną do domu, tylko zostanie w Gdyni aż do wakacji. Do końca miałam nadzieję, że uda mi się ją jakoś upchać w bagażu, który przecież mógł ważyć aż 32 kilo. Niestety, musiałabym zostawić połowę ubrań, żeby waga się zgadzała, więc z wielkim żalem w końcu jednak odłożyłam książkę. Drugą papierową książką ostatnich świąt jest Dżoker Michała Piedziewicza, która z kolei czekała na mnie w domu, po powrocie z Polski. Wydawnictwu MG serdecznie dziękuję! Zapowiada się rewelacyjna lektura!

Niniejszym rok czytelniczy 2016 uważam za rozpoczęty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *