Mdłości

Niedobrze mi się robi. Ostatnio przewala się przez net kolejna fala analiz fenomenu czytelniczego w Szwecji. TO NIE JEST ŻADEN FENOMEN!
Fenomenem jest nieczytająca Polska, te tabuny pseudointelektualistów i pseudointeligentów, którzy nie czytają niczego poza instrukcjami obsługi.

W Szwecji czytanie, obok oddychania, spania i jedzenia należy od najzwyklejszych czynności życiowych i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Czytają WSZYSCY. O literaturze rozmawia się tu tak często i chętnie jak w Polsce o polityce. Do radia zaprasza się (nawet kilka razy w tygodniu) pisarzy, prezentuje i omawia wydawnicze nowości. Podobnie jest w telewizji, prawie każdy kanał telewizyjny ma własny program o literaturze, a jeśli nie cały program to przynajmniej cykliczne rozmowy o książkach w ramach bloków programowych. Każda szanująca się gazeta przynajmniej raz w tygodniu poleca coś do czytania, od kryminałów, bajek po dzieła naukowe.
Biblioteki są dla wszystkich, a nie dla wybranych. Kupują to co ludzie chcą czytać, nie mają ambicji zmuszać do czytania dzieł z najwyższej półki. Obowiązuje zasada, że każdy czyta co chce, najważniejsze, żeby czytał i korzystał w tym celu z biblioteki.

Czemu mi się robi niedobrze? Przede wszystkim dlatego, że niektórzy autorzy i blogerzy, którzy piszą o „szwedzkim fenomenie” oburzają się, że Polacy jeżeli już czytają, to czytają byle co. A przecież często właśnie niektórzy z nich piszą byle co lub polecają byle co. Może więc warto przestać krytykować CO ludzie czytają, bo dla każdego dobre jest co innego. Może dowolność w doborze lektury to jest pierwszy krok, żeby Polacy zaczęli czytać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *