Kolaborantki zwierzenia rocznicowe

No cóż, przegapiłam piątą rocznicę blogowania. Miałam zamiar zrobić jakieś pięcioletnie podsumowanie, ale to chyba by nikogo nie zainteresowało i tak, więc mała strata. Kto tu zagląda i tak wie (mniej więcej) co się przez te pięć lat wydarzyło.

Ten wpis poświęcę temu co zwykle, czyli książkom i czytaniu. Prawdę mówiąc książek mam tyle, że nawet gdybym już nigdy nie dostała żadnej nowości, to i tak mam co czytać do końca życia. To oczywiście tylko takie teoretyzowanie, bo moja biblioteczka nieustająco się powiększa. Jeżeli jestem w Polsce, to kupuję. Przychodzą też pocztą (niestety często lekko sponiewierane) od zaprzyjaźnionych wydawnictw lub osób życzliwych. Tak, to jest plus pisania książkowego bloga.

W tej masie blogów lepszych, dobrych i słabszych kilka wydawnictw wypatrzyło jakimś cudem mój blog i zaproponowało „współpracę”. Nazywam te wydawnictwa zaprzyjaźnionymi, bo mogę sobie wybrać do czytania to co mnie interesuje i nie stawia mi się żadnych warunków co i kiedy mam napisać. Takie przyjaźnie bardzo sobie cenię. I tylko taką współpracę jestem w stanie zaakceptować. Opartą na wzajemnym szacunku. Zdarzają się jednak nieprzyzwoite propozycje, typu: książka za reklamę, następna książka za recenzję poprzedniej itd… Nie interesują mnie też wyścigi po książki, bo do rozdania jest ileś tam egzemplarzy i kto pierwszy ten lepszy. Takie mejle traktuję jako spam. Niestety, nie można mnie kupić, a już na pewno nie za 30-40 złotych. Wtedy po prostu odmawiam. Sama nigdy nie zwracam się do żadnych wydawnictw z prośbą o książki. Zdarza się, że książki proponują mi sami autorzy. Za każdym razem zastanawiam się, czym zasłużyłam sobie na takie zaufanie, żeby powierzać mi swoje ukochane dziecko? I to pewnie pozostanie zagadką.

Mam niewielką grupkę przyjaciół, którzy rozumieją jak to jest być oddzielonym morzem od najbliższej polskiej księgarni i zupełnie bezinteresownie podsyłają mi nowe książki do czytania. Kochani, nie umiem wyrazić słowami swojej wdzięczności!

Czytając Jedwabnika Roberta Galbraitha niepostrzeżenie wkroczyłam w nową pięciolatkę. Kolejny plan pięcioletni jest taki: więcej czytać i dalej kolaborować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *