Jak było? Tak było

Dla nas, czyli Beaty Kobierowskiej i mnie, 5 lipca rozpoczął się mniej więcej w połowie marca. To wtedy zaczęłyśmy planować lipcową imprezę

A może nad morze? Z książką 2

Od maja przygotowania ruszyły już pełną parą i były to dla nas bardzo intensywne dwa miesiące, zwłaszcza, że ustawiłyśmy sobie poprzeczkę trochę wyżej niż rok temu.

Na zgłoszenia chętnych do wzięcia udziału w spotkaniu zamierzałyśmy czekać do 20 czerwca, ale ku naszemu zaskoczeniu musiałyśmy zamknąć listę uczestników dużo wcześniej z powodu braku miejsc. Jako pierwsi zgłaszali się uczestnicy pierwszej edycji spotkania, co było dla nas miłą niespodzianką i jednocześnie potwierdzeniem, że ubiegłoroczna impreza była naprawdę udana.

Wreszcie nadszedł 5 lipca, godzina 15.00. Pogoda dopisała, co paradoksalnie okazało się dla nas problemem, bo przyciągnęło na plażę tłumy nieprzebrane. Zatoka Sztuki przypominała atmosferą bardziej dworzec kolejowy, niż oazę dla kultury i sztuki. Oprócz naszej imprezy miał jakiś event Playboy, a sama Zatoka Sztuki szykowała się do premierowego koncertu tego sezonu, który miał się odbyć późnym wieczorem. Oprócz tego, przez Zatokę Sztuki przelewały się tabuny bosych, spragnionych słońca wczasowiczów oraz uzbrojeni w piwo fani futbolu, którzy usiłowali nas przekonać o wyższości mundialowego meczu nad naszym spotkaniem, co im się jednak nie udało.

W tym roku do blogerów i komentatorów blogów dołączyli także ludzie pióra; Barbara Piórkowska, Marzena Nowak, Małgorzata Karolina Piekarska i Mirosław Tomaszewski. W podwójnej roli, blogerki i pisarki pojawiła się po raz drugi Ewa Formella. Myślę, że nie tylko dla mnie „pisarze na wyciągnięcie ręki” było doskonałą okazją poznania ludzi pióra w zupełnie inny sposób niż na tradycyjnych spotkaniach z autorami.

Sponsorzy przygotowali dla wszystkich masę interesujących tytułów. W zeszłym roku była z nami wydana przez Egmont Basia, w tym roku Kasia. Obie z Barbarą Piórkowską zachwycałyśmy się niezwykle starannym wydaniem Kasi. Myślę, że dla każdego znalazło się coś interesującego, a konkursy, w których można było wygrać książki, cieszyły się wielką popularnością. Miałam zaszczyt zostać losującą sierotką. Nasz własny bookcrossing też uważam za bardzo udany. Był duży wybór nowości oraz sporo klasyki.

Quiz, który przygotowałyśmy w celu przemieszania i zintergowania grupy udał się znakomicie, choć niespodziewanie okazał się dość trudny. Okazuje się, że znajomość literatury niekoniecznie oznacza znajomość twarzy ludzi pióra. Na przykład nikt nie rozpoznał, że szydełkująca pani to Ninni Schulman, a pan głaszczący psa to Håkan Nesser.

Jako, że książek nigdy za wiele, pisaliśmy także naszą własną spotkaniową powieść. Już ją przeczytałam i mogę zdradzić, że jej autorzy najwięcej uwagi poświęcili babeczkom przygotowanym przez gdańskie Fajne baby, którymi ponownie poczęstował nas Literacki Sopot. Tegoroczne były trochę większe i chyba nieco mniej słodkie, a te nadziewane wiśniami po prostu przepyszne! Zatoka Sztuki proponowła do wyboru różne pyszności w specjalnych, spotkaniowych cenach. Smak wyśmienitej sałatki z serem gorgonzola zapamiętam na długo.

Spotkanie zakończyło się późnym wieczorem, a żegnający się ze mną obładowani książkami uczestnicy wyglądali na zadowolonych. Niektórzy przy pożegnaniu życzyli sobie, żeby wpisać ich już teraz na listę uczestników następnego spotkania.

Bardzo dziękuję:

uczestnikom za stworzenie wyjątkowej atmosfery spotkania,

sponsorom za ponad sto kilogramów fantastycznych książek, które sprawiły uczestnikom tyle radości,

Mirosławowi Tomaszewskiemu za obdarowanie egzemplarzem swojej powieści wszystkich uczestników spotkania,

Literackiemu Sopotowi za patronat i pyszne babeczki przygotowane przez Fajne baby,

Zatoce Sztuki za przygotowanie „kąta” sprzyjającego spotkaniu, wystawienie telewizora wraz z kibicami futbolu na zewnątrz oraz za rabaty na wszystkie pyszności

portalom blox.pl, blog.pl i odloty.pl za spontaniczną reklamę

Beacie (współorganizatorce spotkania, bez której jego realizacja nie byłaby w ogóle możliwa) za wszystko

oraz mojej mamie za wielką pomoc, choć mało widoczną.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *