Kilka dni z życia, oderwanej od życia nauczycielki

Wioletta Sobieraj

Latawce

Philip Wilson Libertas, 2008, stron 215

Latawce Wioletty Sobieraj to zakup całkiem przypadkowy. Autorka była mi do tej pory kompletnie nieznana. Zaciekawił mnie opis na okładce książki: z humorem i satyrycznym zacięciem autorka przedstawiła różne środowiska: nauczycieli, dziennikarzy, lekarzy, policjantów. Kupiłam, bo wolę powieści o polskiej rzeczywistości pisane z przymrużeniem oka, ponieważ pisanie o niej na poważnie mało komu dobrze wychodzi.

Zuzanna, nauczycielka do wychowania plastycznego (czy może teraz inaczej się ten przedmiot nazywa?) wraca po wakacjach do szkoły i od razu wpada w wir intryg uczniów, niezadowolonych rodziców i grona pedagogicznego. W domu sytuację też ma dość skomplikowaną, bo nie wiadomo gdzie podział się jej mąż, a córka wyprowadziła się do babci. Pogmatwane życie rodzinne dziwi jednak coraz mniej kiedy lepiej poznajemy główna bohaterkę, która „słynie z pustej lodówki i kiepskiej kuchni”, ma dość sposób priorytetowania wydatków przy kiepskich finansach, koncentruje się na sprawach czwartorzędnych i demonstruje swoje niezadowolenie warczeniem na innych.

w szkole, w której pracuje roi się od dyslektyków i innych dys-, personel podkłada sobie nawzajem świnie, a obłuda, to podstawowy sposób na kontakty międzyludzkie.

Autorka (kiedyś pracująca sama jako nauczycielka) z humorem (czasem czarnym) opisuje szkolną rzeczywistość, gdzie żaden nauczyciel „nie zna dnia ani godziny” i gdzie „uczeń jest najmniej ważny”, choć oficjalny wizerunek sugeruje zupełnie co innego. Oto współczesna szkolna rzeczywistość i jej medialny wizerunek, który ma nie wiele wspólnego z prawdą, z jednej strony śmieszy, a z drugiej przeraża. I zmusza do refleksji. Okazuje się, że prawda jest mało ważna, dużo ważniejsza jest jej interpretacja.

Bardzo mi się podobały scenki z pokoju nauczycielskiego, gdzie „pedagodzy” nie szczędzą sobie złośliwości.

„Chciałabym przypomnieć – zaczęła niepewnie pani od religii – że od przyszłego semestru będzie o jedna godzinę religii więcej i wolałabym nie słyszeć uszczypliwości na ten temat, zwłaszcza, ze dzisiejsza rada pedagogiczna jednoznacznie pokazała upadek moralny naszej młodzieży, a tu, proszę wybaczyć, tylko lekcje religii mogą naprawić cale zło i oczywiście uczestnictwo w mszach świętych, ale, ze smutkiem stwierdzam, państwo nie dajecie najlepszego przykładu. Prawie nikogo z was nie widuję w kościele podczas niedzielnych nabożeństw. To nie jest dobrze i proboszcz też tego nie pochwala.”

Czytając ten fragment nie mogłam powstrzymać uśmiechu z radości, że za moich czasów religia trzymała się z daleka od szkoły.

Trochę denerwujące są rwące się wątki i niezbyt zrozumiale „zwroty akcji”. Na ewentualne pytanie, czy autorka miała na myśli cos więcej poza barwnym opisaniem współczesnej polskiej rzeczywistości, nie umiem odpowiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *