Wakacyjne zdobycze

Zaczęłam szaleć po księgarniach od pierwszego dnia wizyty w Polsce. Miałam ambitną listę formatu A4 z tytułami do kupienia, ale… zapomniałam ją zabrać z domu!!!

Obiecywałam sobie solennie wyprawę do hurtowni taniej książki w Rumii, ale po raz kolejny tam nie dotarłam. Przeryłam za to większość księgarni gdyńskich i sopockich, a nawet jedną gdańską. Dwie gdyńskie odnowiono tak skutecznie, że straciły cały swój urok i trudno je teraz nazwać „domami” książki. Wyglądają jak zwykłe sklepy, w których od jutra można by równie dobrze zacząć sprzedawać odzież lub obuwie. Zgroza!

Stoliczek w Gemini (wreszcie pokazałam go fidze!) przeniósł się trochę dalej i trafia tam teraz chyba mniej ludzi. Nie jest to już też żaden stoliczek, a szafka na kółkach z niestarannie zamalowanym logo coca-coli. Księgarnia za to jest co najmniej dwa razy większa od poprzedniej i tak pięknie urządzona i oświetlona, że nie chce się stamtąd w ogóle wychodzić. W centralnym miejscu stoi stara gdańska szafa, cała wypełniona książkami. Jedyny feler księgarni jest taki, ze ciągle nie można płacić karta.

A oto, co przyjechało ze mną do domu…

Wyraźnie widać, że trzymałam się przede wszystkim polskich pisarzy, nie zapominając jednak o skandynawskich. Oprócz tego nabyłam trzy pozycje z serii Nasze debiuty, z których jedna była w poprzednim wpisie. Jak widać na załączonych obrazkach postawiłam tym razem przede wszystkim na rozrywkę, żadnych wieszczy ani klasyków. W tej chwili czytam Oczyszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *