Emigranci i Osadnicy, czyli wielka ucieczka przed nędzą i głodem

Emigranci

SF Produktion, 1971

Osadnicy

SF Produktion, 1972

Urodzony w Smålandii Vilhelm Moberg to klasyk, niekwestionowany wielki szwedzki mistrz pióra o bardzo bogatym dorobku. Przeglądając jego dossier zdziwiłam się, że ma na swoim koncie tak niewiele prestiżowych nagród literackich. Do jego najsłynniejszych dzieł należy tetralogia Emigranci, Imigranci, Osadnicy i Ostatni list do Szwecji, która powstawała przez dziesięć lat (1949-1959). Jest to napisana z wielkim rozmachem opowieść o grupie mieszkańców Ljuder w południowej Smålandii, która z powodu wielkiej biedy i głodu w połowie XIX wieku zdecydowała się na emigrację za chlebem na drugi koniec świata, czyli do Minnesoty w USA.

Wielka emigracja to dla Szwedów bardzo bolesny moment w historii. W ciągu dość krótkiego czasu wyemigrowało ze Szwecji 1,2 miliona obywateli, większość właśnie ze Smålandii. W tym spora część krewnych Vilhelma Moberg. Całą tetralogię można uznać częściowo za dokument. Autor, żeby się solidnie przygotować do jej napisania wyprowadził się nawet na jakiś czas do USA, żeby dotrzeć do materiałów, z których potem korzystał przy pisaniu powieści i to właśnie w USA powstała większa część słynnej tetralogii. Ukazanie się powieści było skandalem, między innymi dlatego, że obraziło uczucia religijne kilku członków parlamentu. Jeden domagał się kary więzienia dla autora, inny demonstracyjnie spalił egzemplarz jego powieści w piecu. Gdybyście byli ciekawi co tak zbulwersowało parlamentarzystów, to śpieszę wyjaśnić, że te słowa jednej z bohaterek, Ulriki zagranej brawurowo przez znaną szwedzka piosenkarkę Monicę Zetterlund do kościelnego, który nazwał ją kurwą:

Kurwa dla ciebie, panie kościelny? A co mówiłeś kiedyś? Kiedy przychodziłeś do mnie z pieniędzmi w jednej ręce, a chujem w drugiej?

Na podstawie tetralogii powstała doskonała ekranizacja, którą właśnie obejrzałam po raz drugi, a spodobała mi się po raz pierwszy. Chyba dorastam powoli do klasyków. Ponad sześć godzin wspaniałego kina, które wreszcie potrafię docenić. Wow!

Część pierwsza obejmuje dwa pierwsze tomy powieści, druga resztę. Prawdziwe dzieło sztuki nakręcone w latach siedemdziesiątych przez Jana Troella. To człowiek orkiestra, reżyseria, scenariusz i zdjęcia są jego. Miałam szansę obejrzeć poprawioną komputerowo wersję filmu i mimo, że była „tylko” w wersji dźwiękowej mono, sześć godzin minęło jak mgnienie oka. Mimo upływu lat, scenariusz nic a nic nie trąci myszką, po prostu ponadczasowy! Fenomenalni Max von Sydow i Liv Ulman jako Carl-Oscar i Kristina Nilssonowie otoczeni są niepoliczalną chmarą dzieci, która systematycznie się powiększa, bo Kristina co chwilę jest w kolejnej ciąży.

Nilssonowie głodowali całe lata, ale decydowali się na emigrację dopiero wtedy, kiedy jedno z ich dzieci umarło z głodu. Podróż do USA była jedną wielką niewiadomą i prawdziwą drogą przez mękę, ale podjęli to ryzyko. Instynkt wikingów? Wraz z krewnymi i sąsiadami wyruszyli w wielką podróż za ocean. Nie wszyscy dotarli na miejsce. Ponad dwa miesiące niewyobrażalnie trudnej podróży przez ocean jakąś starą krypą, a potem kolejne mile statkami rzecznymi. Jednak kiedy wreszcie dotarli na miejsce, to problemy wcale się nie skończyły. Po prostu pojawiły się inne, ale przynajmniej wreszcie skończył się głód. Chociaż prawda jest taka, że gdyby nie ślepa wiara w „wolę bożą”, wielu nieszczęść na amerykańskiej ziemi dałoby się uniknąć.

Pierwszą część filmu (Emigranci) zaczęto kręcić w roku 1968, a ukończono w 1971. W tym samym roku został nominowany do Oscara jako najlepszy film zagraniczny, i jakimś cudem nie dostał nagrody. Rok później był nominowany w czterech kategoriach i znów, chyba podobnym cudem nie dostał żadnej. Aż trudno uwierzyć! W ogóle bardzo rzadko się zdarza, żeby ten sam film był nominowany do nagrody Akademii Filmowej przez dwa lata z rzędu, a temu się udało. Część drugą (Osadnicy) ukończono w 1972 roku, która została nominowana do Oscara rok później jako najlepszy film zagraniczny, ale niestety przegrała z francuskim, bardzo z resztą dobrym i awangardowym na owe czasy, Dyskretnym urokiem burżuazji.

Mam wielką ochotę zmierzyć się z ponad dwoma tysiącami stron papierowego pierwowzoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *