Trzy pytania…

…które zadała mi eire:

1. Jakie trzy powieści poleciłabyś koleżance idącej na patologię ciąży z informacją, że będzie musiała tam spędzić miesiąc do porodu?

Wszystko zależy od tego, co kto lubi czytać. Gdyby to była koleżanka o podobnych upodobaniach do moich to poradziłabym jej wziąć to co czeka u niej od dawna w tzw. kolejce, lub całą Agathę Christie. Ja, co prawda, nie leżałam na patologii ostatni miesiąc, ale i tak kilka miesięcy ciąży spędziłam na leżąco i właśnie Agathą się raczyłam. Do dziś mile to wspominam. Przeczytałam wtedy kilkadziesiąt jej powieści. Trzecia możliwość, to wziąć książki, które już czytała i zamierzała kiedyś do nich wrócić. Zafundować sobie seans wspomnień.

2. Jaką książkę chciałabyś zobaczyć zekranizowaną, a która powinna zostać tylko na papierze, bo jej ekranizacja tylko by ją spłyciła?

Na papierze powinna zostać większość tego co czytałam. Ekranizacje zwykle mnie rozczarowują. Wydaje mi się nawet, że książek nie da się wiernie przenieść na ekran, zawsze będzie to tylko „na motywach”.

Jest jedna rzecz, ktorą chciałabym jednak zobaczyć na ekranie, musieliby to zrobić Amerykanie. Jest to Całe zdanie nieboszczyka Joanny Chmielewskiej. Porwali się na nią Rosjanie, ale niestety wyszło nawet gorzej niż zwykle, czyli beznadziejnie.

3. Jaką powieść poleciłabyś mężczyźnie, a jaką kobiecie, osobom, które nigdy nie czytały nic oprócz lektur, a teraz chcą zacząć swoją przygodę z książką? (staję przed takim pytaniem często w tej bibliotece, którą prowadzę społecznie, ale mam ograniczony wybór do tych, które tam dostępne, ale wy możecie oczywiście wybrać ze wszystkich, nawet tych nie tłumaczonych na polski. Oprócz tytułów w odpowiedziach do tych pytań proszę o kilka słów dlaczego?

To jest bardzo trudne pytanie, bo kiedyś doradzałam tak znajomej, która nigdy nie czytała nic oprócz lektur i widząc moją domową bibliotekę poprosiła o coś do czytania, żeby złapać bakcyla. Pomyślałam wtedy o czymś takim lekkim, dla relaksu, co by ją mogło trochę oderwać od codzienności. Zaproponowałam Fleszarową, Shawa i coś tam jeszcze. Nawet już nie pamiętam dokładnie. Nic jej nie przypadło do gustu. Pomyślałam, że mam do czynienia z przypadkiem beznadziejnym i zaczęłam ją wypytywać co z lektur utkwiło jej w pamięci, albo co ją zainteresowało na ekranie telewizora. I wtedy zaproponowałam jej Gombrowicza. I to było to! Przeczytala całego. Potem rzuciła się na Mrożka, Stachurę…

Tak wiec nauczona doświadczeniem próbowałabym najpierw wypytać co komuś zapadło w pamięci z obojętnie jakiej przyczyny i poszłabym tym tropem. Choć w obecnej sytuacji, kiedy ukazało się Millennium Larssona, to chyba śmiało proponowałabym to zupełnie w ciemno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *