Debiutant rokujący?

Thomas Erikson

Złudzenie

Rea, 2012, stron 575

Thomas Erikson to dość nowe nazwisko na firmamencie kryminalnym. Zadebiutował w ubiegłym roku (choć jak sam mówi, pisze już od ponad dwudziestu lat) i zdążył do tej pory wydać dwie powieści. Mamy obie jego książki w bibliobusie, ale jakoś nie wpadł mi w oko mimo, że jego powieści to opasłe tomiska, a ja przecież takie właśnie najbardziej lubię. Jeżeli dodam, że mamy w bibliobusie kilkaset, a w magazynie jeszcze co najmniej pięć razy tyle powieści sensacyjnych, z czego więcej niż połowę napisali Szwedzi, to może trochę mnie to usprawiedliwi?

Złudzenie to debiut autora. Powieść ukazała się w Szwecji w ubiegłym roku. W tym roku wydał drugą, Okrucieństwo. Zapowiada się kolejna seria, autor planuje co najmniej cztery powieści z Alexem Kingiem w roli głównej. Wydawnictwo Rea wydało właśnie pierwszą.

Główny bohater powieści, behawiorysta Alex King, to zawodowe alter ego pisarza. Myślę, że to bardzo sprytny zabieg wykorzystać w powieści coś co się zna od podszewki. Alex King, jakimś bliżej mi niezrozumiałym zbiegiem okoliczności, zostaje włączony do prowadzonego przez policję śledztwa. Oprócz tego w kółko „mądrzy” się na temat ludzkich charakterów i ich podziałów na cztery kolory.

Jung opisywał czerwonych jako ludzi racjonalnych, kierujących się wyłącznie rozsądkiem i nie przejmujących się konsekwencjami swoich czynów. Jednym z powodów, dla których żółci czasem nie potrafią wyjaśnić swoich pobudek, jest fakt, że często zdają się na intuicję. U zielonych ważną rolę odgrywają uczucia, ale bardziej w znaczeniu współodczuwania. Zieloni są empatyczni, czują w stosunku do innych tyle samo, ile do samych siebie. Czasem nawet więcej. Nigdy nie zostawiają przyjaciół w potrzebie.(…) Niebiescy po prostu muszą wszystko zawczasu przemyśleć.

Są to teorie jak najbardziej prawdziwe i bardzo interesujące, chociaż na dłuższą metę sposób w jaki autor sprzedaje swoją zawodową wiedzę za pomocą Alexa Kinga jest według mnie dość męczący, żeby nie powiedzieć irytujący. Policjanci, których „edukuje” King, wydają się być matołkami, którym trzeba wszystko tłumaczyć jak mało rozgarniętym przedszkolakom.

Nie powinnaś krytykować ludzi dlatego, że są inni niż Ty. To największy błąd, jaki możesz popełnić. Byłaś dla niej niemiła.

(…) Umknęło ci coś ważnego. Myślę, że uczyli cię tego w szkole policyjnej. Chodzi mi o to, że Bóg nie przez przypadek dał nam dwoje uszu i tylko jedne usta.

Powieść czyta się lekko, krótkie rozdzialiki i ze trzy różne, pozornie nie związane ze sobą wątki. W odstępie kilku dni ginie dwóch biznesmenów, którym wcześniej za ciężki szmal ktoś proponował „ochronę”. Dziennikarz Fredrik Hallmark dostaje nietypowe zlecenie na napisanie biografii dość podejrzanego typa. Pewna nastolatka zamierza zasłużyć na uznanie tatusia.

Wątki toczą się w różnych płaszczyznach czasowych, co na początku sprawia wrażenie zaplanowanego chaosu, który niestety jednak wymknął się autorowi spod kontroli. Potem wszystko zaczyna się układać logiczniej, ale mnie więcej pół powieści jest przegadane i właściwie mało się dzieje. Ostatnie pięćdziesiąt stron jest świetne (to chyba trochę za mało?), choć uważny czytelnik i tak części zdarzeń się już spodziewa. Nie wiem czy odchudzenie pomogłoby tej powieści, bo pomysł jest w sumie niezły, ale wszystko się rozłazi w sposób, którego nie lubię. Nie lubię też jednej z ważniejszych powieściowych postaci, dziennikarza Hallmarka. Obecny, nieprzytomny. Wszystko jest w nim też przesadne, zbyt rozlazły, zbyt nieodpowiedzialny, zbyt niezorganizowany.

Książka szykuje jednak czytelnikowi rzadko spotykane w literaturze sensacyjnej niespodzianki. Niestety nie mogę napisać jakie, bo ile bym nie napisała na ten temat i tak zdradzę za dużo. Napiszę tylko, że jak się przeczyta Złudzenie, kontynuację trzeba też będzie przeczytać i mam nadzieję, że wydawnictwo szybko ją wyda, zanim czytelnicy zapomną część pierwszą. Takie ryzyko istnieje, bo nie jest to powieść zapadająca w pamięć na dłużej. Niestety.

Biorąc pod uwagę, że często nawet według samych autorów, ich debiuty nie są powodem do dumy, z ostateczną opinią, czy warto Eriksona czytać, poczekam do następnej powieści. Na razie jestem po prostu ciekawa, co dalej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *