Chcesz żyć, zabijaj!

Suzanne Collins

Igrzyska śmierci

Media Rodzina, 2009, stron 352

Nasze gazety napisały kilka dni temu, że Suzanne Collins powinna się przyzwyczajać się do myśli, że zostanie milionerką. I nie ma w tym chyba przesady. Igrzyska śmierci, po czterech latach od pierwszego amerykańskiego wydania, robią światową karierę. Popularność filmu pobiła dotychczasowe rekordy odniesione przez Harry Pottera i Zmierzch. Nawet krytycy są wyjątkowo zgodni, że to dobry film, choć używają skrajnie różnych argumentów aby tę tezę udowodnić.

Głodowe igrzyska to trylogia, na którą składają się Igrzyska śmierci, W pierścieniu ognia i Kosogłos. Na razie sfilmowano tom pierwszy, ale można się spodziewać, że wkrótce zacznie się ekranizacja kolejnych. Wydawcy postanowili pójść za ciosem i wznowić całość drukiem. Przy okazji premiery filmu, do księgarni wielu krajów, trafiło łącznie dwadzieścia milionów egzemplarzy powieści.

Ten czytelniczy szał dotarł też do mojego domu. Już wcześniej pisałam, że kupiłam córce wszystkie trzy części Głodowych igrzysk w jednym tomie. Nie było to jednak tak do końca związane z ogólnoświatowym szaleństwem, które zaczęło się chyba nieco później. Kilka miesięcy wcześniej klasa mojej córki wybrała sobie tę książkę na „lekturę obowiązkową”. Z bibliotecznego skolservice wypożyczono dla każdego po egzemplarzu i zaczęło się wielkie klasowe czytanie. Jedni trochę kręcili nosem przy wyborze, ale w miarę czytania ogólny entuzjazm całej klasy rósł. Moja córka zaczęła ją czytać w szkole, w piątek, i tak się wciągnęła, że wzięła książkę do domu na weekend, żeby przeczytać jeszcze kawałeczek. W sobotę trochę po północy była gotowa z całą, a od niedzieli rano zaczęła mnie męczyć, że też muszę tę książkę KONIECZNIE przeczytać. Działo się to wszystko parę ładnych tygodni temu, ale w końcu, ponaglana coraz bardziej niecierpliwie, wzięłam się za czytanie. I mimo, że nie lubię fantasy, to nie żałuję, a nawet zamierzam przeczytać resztę, bo pierwszy tom, to tak naprawdę tylko kawałek większej całości.

Nie jestem fanką fantasy, ale książka zrobiła na mnie spore wrażenie. Nawet nawiedził mnie jakiś koszmar, śniło mi się, że uciekam przed żądnymi krwi trybutami. Nie mam w zwyczaju zdradzać szczegółów czytanych książek, więc i tym razem tego nie zrobię. Po prostu zachęcam do przeczytania. Jest duża szansa, że nie pożałujecie.

Katniss, główna bohaterka powieści trafia na arenę wraz z dwudziestoma trzema innymi zawodnikami tzw. trybutami, gdzie ma stoczyć walkę na śmierć i życie. Zwycięzca może być tylko jeden, ostatni żywy zawodnik. Eliminacja przeciwników polega na zabijaniu, gdzie jedyną zasadą walki jest brak zasad. Akcja toczy się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w Panem, państwie złożonym z dwunastu dystryktów, powstałym na gruzach wyniszczonego kataklizmami USA. Zawodnicy ze wszystkich dystryktów biorą udział w transmitowanym na żywo reality show, Igrzyskach śmierci.

Skąd pomysł takich igrzysk w państwie Panem? Autorka podaje jeden „oficjalny” powód, ale wyraźnie sugeruje czytelnikowi też inne. Trudno nie zauważyć, że próbuje uświadomić do czego może prowadzić totalitaryzm, bezkompromisowy wyzysk, znudzenie nadmiernym dobrobytem i ciągła pogoń za „mocnymi wrażeniami”. Dla przeciwwagi mamy jednocześnie przyjaźń, honor i wszechobecną tęsknotę za uczuciem starym jak świat, czyli miłością. Wszystko to pod postacią „trzy w jednym”: opowieść lekko romantyczna, science fiction i survival.

Teraz pora obejrzeć film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *