Samochodzik i templariusze, czyli zanurzenie w przeszłości

Moja młodsza córka pasjonuje się obecnie czytaniem i oglądaniem opowieści przygodowych, gdzie roi się od zamkowych ruin, ukrytych skarbów i wielkich tajemnic. Niedawno oglądałyśmy Wyspę Złoczyńców, teraz przyszła pora na kolejne przygody Pana Samochodzika w wersji filmowej: Samochodzik i templariusze.

Pierwszy raz oglądałam ten serial na początku lat 70-tych. Wcześniej przeczytałam książkę i byłam filmem bardzo rozczarowana. Ledwie schodził się w paru watkach z powieścią. Jako dziecko miałam tez niezłą fantazję, wiec filmowe plenery też wydawały mi się strasznie ubogie.

Kiedy teraz po latach wracam z dziećmi do tego serialu odbieram go nieco inaczej. Pamięć już nie ta, wiec odnośnika do szczegółów pierwowzoru książkowego nie mam i oglądam ten film po prostu ze wzruszeniem. Oto kawałek mojego dzieciństwa jakby zatrzymany w czasie. Przypominam sobie ferie zimowe (chyba był to rok 1972) i mimo wszystko ich największą atrakcję, czyli właśnie ten serial. Ja w fotelu obrotowym z dość udanej imitacji skóry, rodem z NRD wpatrzona w stojący na regale telewizor czarno-biały marki Stadion, też produkcji NRD. Nie przeszkadzają mi już braki scenariuszowe, nie przeszkadzają mi uproszczenia i brak tego, co było w książce najważniejsze, czyli jej warstwa edukacyjna: spora dawka wiedzy o templariuszach. Po prostu zanurzam się we wspomnieniach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *