Taka mała zemsta

Robert Galbraith

Jedwabnik

Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, stron 480

 

Czekając na swój własny egzemplarz Jedwabnika pocieszałam się czytaniem cudzych recenzji. Niektóre były pełne zachwytów i prawie równie długie jak sama powieść. No to narobiłam sobie apetytu i wyobrażałam jak to będzie kiedy ją wreszcie dostanę.

Dzięki niezwykłej uprzejmości moich koleżanek mieszkających po właściwej stronie Bałtyku, nie musiałam czekać na książkę do przyszłego lata. Zachwycona Wołaniem kukułki z entuzjazmem wzięłam się za Jedwabnika. No i niestety nie dołączę do grona zachwycających się kontynuacją cormoranowej serii. Owszem poprawnie napisana, ale sama intryga kryminalna pozostawia wiele do życzenia. Sposób popełnienia zbrodni, której dokonano na stronach powieści mrozi krew w żyłach, bo mimo, że to kryminał w zupełnie starym stylu, to trup nie leży sobie i nie wygląda jakby po prostu spał. Tak najczęściej bywało w powieściach detektywistycznych starej daty, do których seria o Cormoranie wyraźnie nawiązuje. O słabości zagadki kryminalnej może świadczyć fakt, że jeżeli się przeczytało wszystkie kryminały Agathy Christie, to kandydat na mordercę jest właściwie oczywisty zaraz po ujawnieniu szczegółów zbrodni. Miałam jednak nadzieję, że się co do sprawcy pomyliłam, bo wydało mi się niemożliwym, żeby to mogło być takie proste. Na szczęście mimo mocnych podejrzeń kto, nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego. Czytając Wołanie kukułki byłam pełna podziwu dla talentu J. K. Rowling vel R. Galbraith. Wydawało mi się wtedy, że autorka potrafi napisać dosłownie wszystko. Po lekturze Jedwabnika dochodzę jednak do wniosku, że genialnie wychodzą jej wątki psychologiczne, a kryminalne niekoniecznie.

Cormoran Strike to wielowymiarowa postać, weteran i inwalida wojenny, pozbawiony złudzeń twardziel, a jednocześnie pełen słabości facet po przejściach. Autorka bardzo realistycznie kreśli tę postać. Wbrew temu, co można gdzie niegdzie przeczytać Cormoran wcale nie stanął na nogi. Koczuje w norze położonej nad swoim biurem, dalej kiepsko płaci swojej sekretarce, kuśtyka przez zaśnieżony Londyn, bo nie stać go na taksówki. Je byle co, a restauracyjny obiad grozi głodówką przez resztę tygodnia.

Robin, sekretarka Cormorana uwielbia pracę w agencji, a pracuje za psie pieniądze tylko dlatego, że jest zafascynowana pracą detektywa i ma ambicje, żeby bardziej aktywnie pracować przy śledztwach. Ta ułożona i systematyczna kobieta jest kompletnym przeciwieństwem swojego szefa, choć życie osobiste ma również dosyć skomplikowane. Jej związek z przystojnym księgowym to w zasadzie dość prozaiczna historia nieudanego związku, ale myślę, że autorka szykuje czytelnikom w przyszłości jakąś niespodziankę.

Mam wrażenie, że ta powieść jest taką małą zemstą autorki na światku wydawniczym. Na pewno nie zapomniała jak z Harrym Potterem pod pachą, bezskutecznie pukała do drzwi wielu wydawnictw. W Jedwabniku obnażyła mechanizmy funkcjonowania rynku wydawniczego, a bohaterami powieści uczyniła pisarzy, agentów i wydawców.

Wiesz, właśnie na tym polega problem tradycyjnej branży wydawniczej: nie chcą ryzykować dla czegoś, czego jeszcze nie widziano, interesuje ich tylko to, co pasuje do ich kategorii sprzedaży i jeśli mieszasz kilka gatunków, jeśli tworzysz coś zupełnie nowego, boją się spróbować…

Pisarze to okrutne plemię, panie Strike. Jeśli chcesz przyjaźni na całe życie i bezinteresownego koleżeństwa, zaciągnij się do wojska i naucz się zabijać. Jeśli chcesz życia wypełnionego chwilowymi sojuszami z kolegami po fachu, którzy będą się upajali każdą twoją porażką, pisz powieści.

Czekam niecierpliwie na następną książkę autorki i dużo bardziej jestem zainteresowana wątkiem psychologicznym powieści niż kryminalnym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *