Wsiąść do pociągu (nie)byle jakiego

Rosa Liksom

Kupé nr 6

W&W, 2012, stron 190

Fińska literatura wpada mi w ręce niezbyt często, ale jak do tej pory, za każdym razem kiedy tak się dzieje, to trafia mi się coś wyjątkowo interesującego. Jakiś czas temu była to absolutnie fantastyczna Sofi Oksanen, a teraz Rosa Liksom (co można przełumaczyć jako Różowa Jakby), która tak naprawdę nazywa się Anni Ylävaara. Kupé nr 6 to jej trzecia powieść. Autorka była na tegorocznych targach w Göteborgu, gdzie promowała właśnie tę książkę. Niestety, ja wtedy jeszcze nie wiedziałam o jej istnieniu.

Zwróciłam uwagę na tę książkę czytając bardzo niepochlebną recenzję na jej temat w lokalnej gazecie. Nie wiem kim jest recenzentka, ale uderzyło mnie, że nie ma bladego pojęcia o historii Europy wschodniej XX wieku. Wątpię nawet, czy nazwisko Stalin mówi jej cokolwiek. Nigdy nie czytałam bardziej nietrafionej recenzji. Zainteresowała mnie zarówno tematyka powieści jak i miejsce akcji, ponieważ od lat marzę o podróży koleją transsyberyjską. Na razie bezskutecznie.

Kupé nr 6 to jedna z powieści, przy czytaniu której znajomość XX-wiecznej historii Europy wschodniej jest właściwie konieczna, a zwłaszcza historii sowieckiego komunizmu. Tylko wtedy można w pełni delektować się lekturą. Inaczej mówiąc jest to lektura nie dla wszystkich, żeby nie powiedzieć, że dla wybranych. Muszę też wspomnieć o szacie graficznej Kupé nr 6. Wyjątkowo przyciąga oko.

To niezbyt obszerna powieść (190 stron), praktycznie bez dialogów. Przedział sypialny numer 6 znajduje się w pociągu kolei transsyberyjskiej, która rusza z Moskwy do Ułan Bator. W przedziale podróżują dwie osoby, fińska studentka, której imienia nigdy nie poznajemy i 45-letni Rosjanin. Jest sroga zima roku 1986, imperium sowieckie szykuje się do spektakularnego upadku. Zapyziały pociąg, posapując rusza z Moskwy w kierunku Mongolii. Ta niedobrana para w przedziale szóstym jest skazana na swoje towarzystwo przez kilkanaście kolejnych dni i każdy wybiera swój sposób na przetrwanie tej podróży. Dziewczyna milczy i pogrąża się we wspomnieniach, dzięki którym czytelnik w końcu ma szansę (mniej więcej) dowiedzieć się, dlaczego w ogóle wybrała się w tę podróż. Mężczyzna przez większą część drogi monlologuje na każdy możliwy temat. Wspomina swoje dzieciństwo, związki z kobietami (o których nie mówi inaczej jak o przedstawicielkach najstarszego zawodu świata), politykuje, filozofuje co nieco, i o dziwo, często nadzwyczaj trafnie.

Śmierć nie może być ani trochę gorsza od życia. Nie bój się śmierci dopóki żyjesz, ponieważ jeszcze jej nie ma. A kiedy w końcu nie żyjesz, to już jej nie ma.*

Jest też wyjątkowo wulgarny i właściwie cały czas albo pijany, albo na kacu. Od czasu do czasu proponuje dziewczynie seks. Ot, dość przeciętny przedstawiciel radzieckiego proletariatu.

Język powieści jest bardzo oszczędny, żadnych zbędnych porównań czy metafor. Nie wiem jak pisarka tego dokonała, ale rytmika tekstu idealnie współgra z rytmem jadącego pociągu. Nie wiem też jak to zrobiła, ale udało jej się przekonać mnie czytelnika, że spotkanie tej niedobranej pary było konieczne i miało głębszy sens, także dla tego kto ją czyta.

* fragment w moim tłumaczeniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *