Wypunktowuję się na życzenie

Nie zamierzam pisać tu zbyt wiele o swoim kryształowym charakterze, czy też cudownej rodzinie, bo to raczej mało istotne dla tych, którzy tu zaglądają. Robią to z powodu książek, a nie dla moich pięknych oczu przecież. Skoncentruję się na temacie bliskim tematyce bloga, czyli na książkach. Mają one dużo większy wpływ na moje życie, niż otaczający mnie ludzie. Nie wiem, czy to zabrzmiało dobrze, ale tak właśnie jest. Książki potrafią mnie rozbawić, ucieszyć, a nawet czasem doprowadzić do szału. Warto więc zwrócić uwagę na to co czytam, kiedy ma się do mnie jakaś sprawę.

1. Myślę, ze zanim dostałam pierwszą w życiu lalkę, obdarowano mnie wcześniej kilkoma książkami. Pierwsze moje książkowe wspomnienia wiążą się z wierszykami i innymi rymowankami. “Awantury i wybryki malej małpki Fiki-Miki” umiałam na pamięć. Potem zaczytywałam się w baśniach, moją ulubioną była książka O wróżkach i czarodziejach Natalii Gałczyńskiej.

2. Dzieci z Bullerbyn przeczytałam trzy razy pod rząd i od tamtej pory baśnie przestały dla mnie istnieć. Kiedy jakiś czas później wylądowałam w szpitalu, koleżanka przyniosła mi do czytania Kapelusz za sto tysięcy Bahdaja. Tak odkryłam kryminały. W księgarni pewnego razu zapytałam “czy są jakieś kryminały?” a na pytający wzrok pracującej tam pani, ja jedynaczka, powiedziałam, ze szukam prezentu dla siostry, na osiemnaste urodziny i że musi to koniecznie być kryminał. Kupiłam wtedy Skradziony gwóźdź, który od razu przeczytałam i nic z niego nie zrozumiałam. Zaczęłam wiec szukać powieści bardziej zrozumiałych i odkryłam serię Klub siedmiu przygód. Przeczytałam prawdopodobnie wszystko co wyszło w tej serii, oprócz opowieści o Indianach, bo ta tematyka nigdy mi nie leżała. Moje lektury tego okresu to przede wszystkim Bahdaj, Nienacki, a trochę później Popławska.

3. Mam za sobą pewien etap w życiu, z którego jestem bardzo dumna: bycie biblioteczną aktywistką w podstawówce. Na przerwach pomagałam wypożyczać książki, a po lekcjach byłam pożyteczna w inny sposób. Nauczyłam się wtedy szybko obkładać książki szarym papierem, bo wszystkie biblioteczne egzemplarze stały wtedy tak umundurowane na bibliotecznych półkach. Ta umiejętność przydaje mi się czasem nawet dziś.

4. Pieniądze bezczelnie wyłudzane na cukierki wydawałam na książki. Kioski RUCH-u były swego czasu całkiem nieźle zaopatrzone zarówno w literaturę młodzieżową jak i kryminalną. Seria Labirynt królująca w kioskach dzięki formatowi, była świetna do czytania pod ławką. Była to najczęściej tania propaganda o szpiegach obcych mocarstw, którzy okazywali się mało sprytni w konfrontacji z asami MO i kontrwywiadu. Seria Ewa wzywa 07 też należała do moich ulubionych. Niebieskie zeszyty formatu A4 na lichym papierze ukazywały się dość regularnie i kosztowały chyba 10 złotych za sztukę. Jakiś czas później pojawiła się kolejna seria dostępna w kioskach, wydawana przez KAW (z różową okładką!). W księgarniach królowały wtedy niepodzielnie dwie serie kryminalne, z jamnikiem i z kluczykiem.

5. Jako licealistka odkryłam Jane Austen. Jej romanse czytałam na wakacjach pod namiotem. Żeby móc na wakacjach czytać nocami, rozbijałam namiot w bliskim sąsiedztwie latarni. Czytało się w ten sposób świetnie, gorzej było z zasypianiem, bo w namiocie było widno jak w biały dzień przez całą dobę. Bez schowania głowy pod kołdrę nie dawało się właściwie w ogóle zasnąć. Odkryciem trochę wcześniejszego okresu jest Joanna Chmielewska, która miała spory wpływ na moje życie. Zwyczajne życie zabiło we mnie ugrzecznioną dziewczynkę. Czytałam wszystko co się ukazywało i często głośno chichotałam w tramwaju, czytając w drodze do domu kolejna jej powieść.

6. Potem nadszedł okres zachłystywania się literaturą amerykańską. Była trudno dostępna, kupienie czegokolwiek graniczyło z cudem i było wynikiem długiego polowania. Kolejnym rarytasem były książki wydawane przez paryska Kulturę. Zakazani autorzy i zakazana tematyka w najlepszym wyborze pochłaniana (często) z wypiekami na twarzy.

7. Potem skończyła się komuna i (co zabrzmi paradoksalnie) mój swobodny dostęp do polskojęzycznej literatury. Tylko dwa razy w roku mam szansę pobuszować po polskich księgarniach i nacieszyć oczy nowościami.

8. Burzliwe losy moich książek, które wreszcie znalazły spokojną przystań opisałam wcześniej, przy innej okazji.

9. Moje ostatnie odkrycie to czytnik. Ze względu na chroniczny brak miejsca to świetny wynalazek, ale nic nie jest mi w stanie zastąpić papierowej, pachnącej farbą drukarską książki.

10. Splot nieoczekiwanych zdarzeń zrobił ze mnie blogerkę książkową i (przypadkową) bibliotekarkę. To najlepsze co mi się mogło przydarzyć w życiu zawodowym. Codziennie dziękuję losowi i proszę o więcej.

Czy mogę zaprosić do zabawy cleverę, kartoflaną, jane_doe i zacofanego w lekturze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *