Jeszcze nigdy nie było, żeby jakoś nie było ale już nigdy nie będzie jak było kiedyś

Biblioteka zrezygnowała ze mnie likwidując mój etat już ponad rok temu. Obiecałam wtedy kolegom, że jeżeli tylko będzie jakiś wakat rozważę powrót. Myśl, że znowu ruszymy w trasę w starym teamie, była kusząca. Nawet kiedy Towarzystwo Historyczne zaproponowało mi po okresie próbnym etat na stałe, wiedziałam, że jeżeli pojawi się szansa powrotu do biblioteki, to niewykluczone, że to zrobię. W wydziale kultury i bibliotece miejskiej sporo się zdążyło zmienić od tamtej pory, jedna z szefowych zmieniła pracę, druga jest na wylocie. Nastąpiły też małe przetasowania etatowe. Bibliobus się jednak uchował. Na moje miejsce nikogo nie zatrudniono, bo ten etat po prostu zlikwidowano.

Czasem wypożyczam książki w bibliobusie. Niedawno natknęłam się na dziewczynkę, która przychodziła do bibliobusa kiedy jeszcze nie umiała czytać. Lubiła po prostu usiąść na schodkach i przeglądać książki z obrazkami. Czasem prosiła mnie, żeby jej którąś z oglądanych książeczek przeczytać. Teraz przyszła z młodszą siostrą. Usiadły obie na schodkach i ta starsza, której ja kiedyś czytałam, czytała teraz młodszej. Pomyślałam wtedy, że nawet jakbym wróciła, to pewne rzeczy i tak nie będą już takie same.

Teraz już wiem, że NIC nie będzie takie samo. Jeden z kolegów dostał pracę jako bibliobusowy bibliotekarz w mieście, w którym mieszka. To oznacza wreszcie koniec codziennych dojazdów do pracy, ponad 150 km w obie strony. Trudno się więc dziwić, że odchodzi. We wtorek pracuje ostatni dzień. Umówiliśmy się tego dnia we trójkę na pożegnalny obiad. Zamkniemy ostatecznie ten rozdział. Z naszej bibliobusowej trójki zostanie „na posterunku” już tylko jeden. Nie wiadomo jeszcze kto zastąpi odchodzącego kolegę. Trudno będzie znaleźć na jego miejsce bibliotekarza z odpowiedniej kategorii prawem jazdy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *