Nerw mi puścił

No cóż. Życie bibliotekarki nie zawsze jest usłane różami bez kolców. Dziś się pokłułam aż tak, że zachowałam się na tyle niepoprawnie, że wprawiłam kolegę w osłupienie. I kupę dzieciaków będących akurat u bibliobusie też. Nie jest on miejscem ciszy, bo to nie sanktuarium, ale tym razem cisza zapadła, jak makiem zasiał.

Ogólnie rzecz biorąc lubię tę dzieciarnię i nawet się ucieszyłam, kiedy mi dołożono wyjazdy do jeszcze jednej szkoły. Dzieciaki są przesympatyczne, choć niektóre trochę mniej, a kilkoro wcale. Staram się patrzeć na to przez palce, w końcu nikt nie jest doskonały, ale niektórym kompletnie brak kindersztuby (nie mylić z bezstresowym wychowaniem!).

Przedszkolaki zadają masę pytań. Dlaczego bibliobus się nie przewraca, skoro wszyscy stoją po jednej stronie? Skąd bierzemy książki? Czy wszystkie przeczytaliśmy? Czy mieszkamy w bibliobusie? Czy mamy własne domy i rodziny? Dlaczego książki nie spadają z półek? Ile książek mieści się w bibliobusie? Czy mamy jakieś schowane w bagażniku?

Zadziwiające jest też jak dzieci się zmieniają. Pracuję już trzeci rok i widzę jak maluchy dorastają, a ze tych starszych robią się nastolatki. I to też jest fajne. Zmieniają się przy tym ich czytelnicze gusta, niektórzy pytają więcej niż kiedyś o coś interesującego do czytania, a niektórzy wręcz przeciwnie, sami od razu wiedzą czego chcą. Są też tacy, którzy z grzecznych dzieci przeistoczyli się w małe potwory. I jeden taki, na oko uroczy blondynek, doprowadził mnie dziś do wrzenia. Było go wszędzie pełno, aż w końcu, głośno pokrzykując, wziął się do demonstrowania walk wschodu na przerażonym, sporo od niego mniejszym koledze. Zwróciłam mu uwagę, w nadziei, że to wystarczy. Skończyło się jednak na tym, że podniesionym głosem kazałam mu się zabierać z książkami do klasy. NATYCHMIAST. Przejęłam tym samym pałeczkę po jego nauczycielce, która próbowała go przez jakiś czas okiełznać, ale bez rezultatu. Kiedy mu zwracała uwagę, zaczynał jeszcze bardziej pajacować. I w końcu odpusciła. Ze mną pajacowania nie będzie. I ja nie odpuszczam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *