Siedzę tu i straszę

TU, znaczy w biurze. Koleżanka, z którą dzieliłam biurko, komputer, a nawet krzesło, zakończyła ostatecznie swoją pracę wczoraj. EMERYTURA, od dziś. Nagle z biurka zniknął jej kalendarz, półka nad biurkiem i szuflada są puste. Muszę się przyzwyczaić, że wszystko jest teraz tylko moje.

Jest już zupełnie ciemno. Bibliobus pojechał w zaśnieżone lasy beze mnie, ja czekam na klubowiczów „mojego” klubu książki. Pokój konferencyjny przygotowany, gorący glögg w termosie i pepparkakor na hm… srebrnej tacy też już czekają. Świeczki zapalę w ostatniej chwili. Będzie dziś zimowo, świątecznie i, mam nadzieję, miło. Ostatnie spotkanie w tym roku. Między innymi wybierzemy książki, które będziemy czytać po Nowym Roku.

Siedzę w tej chwili w biurze, przy częściowo wygaszonych światłach. Świecą się tylko adwentowe świeczniki w oknach i ekran komputera. Ci którzy kończą pracę, wychodząc przechodzą obok mojego pokoju i nagle, zauważając mnie w mroku, podskakują wystraszeni. Do tej pory (prawie) śmiertelnie wystraszyłam trzy koleżanki. Może zdążę wystraszyć jeszcze kogoś, zanim przyjdą klubowicze.

Zmykam. Przygotowujemy na sobotę wernisaż domków z piernika, zrobionych przez przedszkolaki z okolicy. W sali wystawowej pachnie bosko! Idę sobie jeszcze trochę popatrzeć i powąchać. Mam jeszcze jakieś dziesięć minut czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *