Przypadkowej bibliotekarki nieprzypadkowa podróż służbowa

Wpis, jak wszystkie inne , przeniesiony jest z dawnego bloga na bloxie, stąd fatalna jakość zdjęć, za co bardzo przepraszam.

Wczorajszą podróż służbową do Helsingör oceniam jako wyprawę do krainy czarów. Nie spodziewałam się zupełnie tego co dane mi było wczoraj zobaczyć. Wiadomo było, że będziemy odwiedzać różne miejsca (konkretniej: centra kultury), żeby się inspirować. Podróż do Danii była dla mnie pierwszą, przede mną podobno jeszcze co najmniej dwie.

W czerwcu 2014 w mojej mieścinie otwarte zostaną podwoje nowego centrum kultury. Nie wiadomo czy przeprowadzę się z całą resztą dobytku, ale biorę udział w przygotowaniach. To już coś! Nie będę zbyt wiele ględzić, tylko krótko skomentuję zdjęcia. Zobaczcie sami, jak było i co zobaczyłam wczoraj.

Punktualność to cecha narodowa Szwedów. Wyruszyliśmy o czasie, wygodnym autobusem, bez tłoku, bo kilka osób zmogła grypa żołądkowa. Oprócz naszej biblioteki, pojechało kilku szefów bibliotek z naszego województwa i ekipa z biblioteki wojewódzkiej, pracująca z nami nad projektem „Gummifabriken”…

W drodze czytałam nową powieść Emmy Abrahamson, nominowaną do Nagrody Augusta (Augustpriset) za najlepszą powieść dla młodzieży 2012. DOSKONAŁA! Mam nadzieję, że autorka wygra. Pisałam jakiś czas temu o jej powieści z Polską i Polakami w tle. Powinnam była dać jej Śliwkę w czekoladzie 2012!

W porcie musieliśmy chwilę poczekać na przeprawę…

Miałam czas przyjrzeć się temu zmuszającemu do refleksji tekstowi na murze magazynu portowego…

Co minutę rodzi się na świecie 253 dzieci. Patrzysz optymistycznie w przyszłość?

W końcu wjechaliśmy na prom HAMLET i przestałam filozofować o przyszłości, która na pewno nie jest taka zła jak to malują socjopatyczni malkontenci. Teorie katastroficzne, to nie mój sposób na życie. Bardziej mnie martwi brak czasu na czytanie …

Całe szczęście, że cała podróż promem to tylko 20 minut. Ledwie zdążyłam kupić perfumy i trzeba było biec do autobusu. Kołysało porządnie, co widać na załączonym obrazku…

Prawie na miejscu. Stara stocznia, której zamknięcie w 1983 roku określono jako największą traumę miasta od stuleci, zamieniła się niedawno w to cudo. Dokładnie 10.10.10 o godz. 10.00 otworzono Centrum kultury Kulturvaerftet dla 60-tysięcznego miasta. Każdego miesiąca zagląda tu około 40 tysięcy (!!!)…

Autobus trochę się zapędził i podjechaliśmy od strony budującego się muzeum marynistyki. Zaczęliśmy więc wizytę od przedzierania się przez budowę i błoto po kostki, rozjeżdżone przez ciężarówki…

Im bliżej podchodziłam, tym bardziej mój zachwyt rósł. Imponujące, jak z nieciekawej architektury przemysłowej skazanej na śmierć, zrobiono coś tak fantastycznego…

W środku oryginalne budynki wykorzystano jako część nowej koncepcji architektonicznej. Naprawdę robi wrażenie. Weszliśmy wejściem bocznym, przy restauracyjce Spisehus, której wyposażenie, nawet krzesła i stołki to dzieła sztuki nowoczesnej, zaprojektowane specjalnie dla tego miejsca…


Wizytę w tym niesamowitym miejscu zaczęliśmy od lekkiego obiadu na zimno. Wszystko było super pyszne. Brakowało mi jednak masła do tego wyjątkowo chrupiącego i pachnącego chleba…

Duńskie sery pleśniowe nie mają sobie równych. A były na deser…

Zwiedzanie zaczęliśmy od sympatycznego spotkania z szefostwem biblioteki  Centrum kultury. Potem ruszyliśmy oglądać te kilometry kwadratowe, jakby żywcem przeniesione z bajki. Jest gdzie (bardzo) wygodnie przysiąść lub położyć się w wielu miejscach. W słońcu z widokiem na morze…

Ze stoczniowym dźwigiem nad głową…

Na kilkuosobowej sofie…

Na pomarańczowych krzesełkach z widokiem na Plac Czerwony…

Lub innej sofie, bez rozpraszającego widoku na morze, a więc bez ryzyka zeza rozbieżnego…

Lub na takim ergonomicznym ni to fotelu, ni krześle, w najbliższym sąsiedztwie książek…

Dzieci przedkładają nad wygodę przygodę. Na tych fotelach się nie nudzą…

Czytelnia prasy ma takie oto krzesełka wielofunkcyjne. Widok za oknem, na domostwo Hamleta, morze i promy kursujące między Danią a Szwecją, to niesamowicie przyciągający wzrok dodatek…

Sztuka (nowoczesna) jest widoczna na każdym kroku, a raczej każdej betonowej ścianie. Ten obraz wyglądał mi na dzieło zbuntowanych kilkulatków…

Dział dziecięcy biblioteki nawiązuje do widoków za oknami. W tych żaglówkach są książeczki dla dzieci. Tylko się wdrapać na pokład i przeglądać…

Do biblioteki chętnie przyjeżdżają promować swoje książki znani pisarze. Wkrótce zjawi się on…

Zrobiła na mnie wrażenie sala koncertowa z wysuwanymi siedzeniami. Może być z siedzącą widownia, lub tylko parkietem np. do tańca. Dwie minuty i gotowe…

Czy można sobie wyobrazić prostszą i bardziej czytelną informację jak trafić?

W sąsiedztwie biblioteki buduje się muzeum marynistki, które będzie się znajdować w suchym doku, czyli pod ziemią…

Trochę dalej snuje się duch Hamleta. To właśnie tu kazał Shakespeare zamieszkać Hamletowi. Widok na domostwo Hamleta z tarasu na dachu biblioteki…

Punktualnie o 16.00 odjazd, choć bardzo nie chciało nam się opuszczać tego miejsca. To drugie wejście do Centrum, od strony biblioteki. W naszym przypadku było to wyjście. Przynajmniej tym razem autobus zatrzymał się na ulicy, a nie na budowie…

Na brzegu przysiadł sobie skromnie groźny konkurent słynnej kopenhaskiej Syrenki, Han…

Mapka orientacyjna. Widok na Centrum Kulturvaerftet z lotu ptaka…

Mam nadzieję, że poczuliście się jakbyście też tam byli. Bo o to chodziło; nie być, a jednak jakby tam być. Pstrykałam więc fotki jak oszalała. Śmiali się ze mnie, że żaden japoński turysta nie miałby ze mną szans.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *