Ostatnie ogniwo reakcji łańcuchowej

Rok powoli zbliża się ku końcowi. W ubiegłym roku o tej porze, odpowiedzialny za bibliobusowe finanse na zakupy książkowe kolega, próbował przemawiać nam do rozsądku i apelował, żebyśmy sto razy pomyśleli zanim będziemy nalegać, żeby zamówić to i owo. Nie było łatwo. Ja brałam na litość, że przecież i tak niewiele zamawiam, a kolega numer dwa zdawał się być przygłuchy. W grudniu nie mieliśmy już kasy na żadne zakupy i zamówiliśmy w końcu tak sprytnie, żeby faktura przyszła dopiero po Nowym Roku. A wiadomo, nowy rok równa się nowe pieniądze.

Teraz mamy już drugą połowę października, a książki przychodzą dalej stosami. Nie mam odwagi zapytać jak kolega zarządzający kasą dokonuje tego cudu, że pieniądze jeszcze się nie skończyły. Może się przecież zdarzyć, że jak zapytam, to zaraz mi zaproponuje, żeby może tego czy owego nie zamówić, bo nawet największa skarbonka ma w końcu swoje dno. Wolę mieć biurko zawalone książkami nawet pod sufit.

Nie należy jednak zapominać, że zakupy to początek reakcji łańcuchowej, czyli, żeby nowe znalazły miejsce w bibliobusie, to starsze muszą bibliobus opuścić i wylądować w magazynie. Z kolei te zmagazynowane muszą się posunąć na półce, żeby zrobić miejsce nowym towarzyszom niedoli. Nie każda ma jednak gdzie się posunąć i wtedy trzeba wezwać pluton egzekucyjny. Jakiś czas byłam nim ja, ale teraz zastąpiła mnie koleżanka z filii. Stało się to jak najbardziej po kryjomu, no ale widać, że koledzy mają dosyć mojego gołębiego serca. Te schowane przeze mnie skrzynki z niesprzedanymi w sierpniu stoją sobie dalej w magazynie i wszyscy udają, że nic się takiego nie stało. A jednak zewnętrzny egzekutor został wezwany przez kolegów po kryjomu i kiedy nieopatrznie się zdekonspirował, w biurze zapadła pełna konsternacji cisza. Koledzy spojrzeli na siebie w popłochu, a ja musiałam się powstrzymać, żeby nie urządzić sceny. Lodowatym tonem (a może bardziej żałosnym lub błagalnym?) poprosiłam tylko, żeby koleżanka była tak uprzejma i dała szansę przyszłej makulaturze na sobotniej imprezie dla dzieci. Będzie okazja sprzedać co nieco za symboliczną koronę.

W sobotę mam wolne.

P.S. Za wizualizację stanu mojej duszy podziękowania należą się artyście Andersowi Krügerowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *