To trochę tak, jakby się cieszyć z cudzego nieszczęścia…

Dowiedziałam się, że mój pobyt w bibliotece przedłuży się jeszcze o pół roku. Nie muszę chyba dodawać, że jestem z tego powodu przeszczęśliwa? Ci co mnie znają choć trochę i tak to wiedzą. Jednocześnie wiadomo jest, że moja radość pośrednio wiąże się z tym, że ktoś inny nie czuje się na tyle dobrze, żeby wrócić do pracy.

W tym tygodniu są ferie. Sporo wypożyczających wyjechało w góry, na narty. Pracowałam dziś więc tylko na pół gwizdka. Miałam czas poczytać gazety, książkę z mojej prywatnej serii „przeczytane w pracy” i poszukać w necie pierwszych anonsów o wielkiej dorocznej przecenie książek, która się zbliża milowymi krokami. Adlibris ma tysiące tytułów w cenie od mniej więcej 5 złotych. Można już składać zamówienia, chociaż na ich realizację trzeba będzie poczekać do „dnia zero”. Wybór dech zapiera!

W weekend byłam w bezśnieżnym Malmö i podziwiałam kwitnące za oknem przebiśniegi. Czuło się tam już wiosnę w powietrzu. Wczoraj wróciłam do domu, a dziś ruszyłam w lasy i bezdroża pełne śniegu, bo u nas zima na całego. Byłam w nowym dla mnie miejscu, dokąd jeździmy tylko raz w miesiącu i do tej pory nie znalazło się ono w moim grafiku.

Jeden z czytelników zimą przyjeżdża zwykle tym oto pojazdem:

W tej budce, zwanej szumnie pocztą, czytelnicy, którzy nie mogą się pojawić w dniu, w którym przyjeżdżamy, zostawiają książki do zwrotu i odbierają później te zostawione przez nas.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *