Gaz do dechy!

Nie chce się wierzyć, ale od konferencji pod tym tytułem minął już tydzień!

Wyruszyliśmy w drogę w mglisty poranek. W miarę pokonywania kolejnych kilometrów zmieniały się widoki za oknem. Resztki mgły snuły się nad lasem, opierając się o wierzchołki sosen, a jezioro Vettern chmury przykrywały tak szczelnie, że nawet wyspa Visingsö była kompletnie niewidoczna. Jechaliśmy ponad chmurami wzdłuż jeziora, około stu kilometrów. Bajeczne widoki!

Na miejscu byliśmy około 11.00. Zaparkowaliśmy (nie bez problemów) na placu przed biblioteką, wśród wielkich donic z bratkami i żonkilami. Obok nas zaparkował bibliobus roku 2012 z Uppsali i jeszcze dwa inne, dużo mniejsze. Samochwalstwo to paskudna cecha, ale nasz bibliobus nie ma na razie równego sobie w całej Szwecji.

Podobno przyjechały tylko te busy, którymi warto się pochwalić. Niektórzy mieli na konferencję dość daleko, więc przylecieli samolotem.

Konferencję punktualnie o 13.00 otworzył lokalny polityk, który od razu na wstępie przyznał, że nie ma pojęcia jak w praktyce wygląda działalność mobilnych bibliotek. Potem nie było lepiej, bo następne zabrały głos dwie panie, które też nigdy nie miały do czynienia z tego typu działalnością. Kolejnym mówcą był gość specjalny, Duńczyk. Mówił ponad czterdzieści minut, a ja wpatrywałam się w niego jak sroka w gnat. Nie wiem, czy zrozumiałam z tego choć dziesięć procent. Potem wszyscy gadali już po naszemu, a głos zabierali „specjaliści” w temacie, czyli sami bokbuss-freaks.

Nasz bus był oblegany przez przypadkowych gości i mobilnych bibliotekarzy z całego królestwa.

Po prelekcjach była pora na oglądanie bibliobusów. Zbity tłum kłębił się po naszym busie przez ponad godzinę, czyli do momentu, kiedy zaczęliśmy grzecznie wypraszać i zapraszać na jutro. Chcieliśmy zdążyć na wieczorną imprezę połączoną ze spotkaniem z pisarką Anną Jansson. Szczęście, że nasz hotel leżał w bezpośrednim sąsiedztwie biblioteki.

Anna Jansson opowiada o swoich pierwszych spotkaniach z czytelnikami.

Impreza miała miejsce w bibliotecznej knajpce. Po zamknięciu biblioteki mieliśmy dość ograniczoną swobodę poruszania się, ponieważ większość pomieszczeń była pod alarmem (grupowe wyjście do toalety, grupowe wyjście z imprezy do hotelu). Między kolacją a kawą z kawałkiem tortu czekoladowego, Anna Jansson opowiadała nam o początkach kariery pisarskiej, bohaterce serii swoich powieści kryminalnych, Marii Wern i jej filmowej elter ego. Przez uprzejmość dodała, że to wielkie przeżycie spotkać tylu mobilnych bibliotekarzy w jednym miejscu. Oczywiście musiałam się z czymś wyrwać i zapytałam, czy w związku z tym możemy liczyć, że w kolejnej powieści jednym z bohaterów będzie bibliobusowy bibliotekarz, przebywający na wakacjach na Gotland. Autorka się roześmiała i powiedziała, że rozważy taką możliwość. Kiedy spytała czy ma być tym złym czy tym dobrym, z drugiego krańca sali rozległ się gromki okrzyk: złym, do szpiku kości. Na sali zapanowała ogólna wesołość. Wieczór zakończyliśmy w pubie The Bishops Arms, też wśród książek.

Następnego dnia mieliśmy konferencję typu open speace. Pierwszy raz brałam udział w czymś takim. Super sprawa! Po konferencji znów mieliśmy gości w bibliobusie, aż do odjazdu. Podróż do domu zajęła nam dwie godziny więcej niż w odwrotną stronę. Czy ktoś jest ciekawy dlaczego? ZABŁĄDZILIŚMY!

Żeby trafić do domu trzeba znać na pamięć wszystkie potrzebne numery dróg. Nazwy miast nie są aż tak istotne.

W drodze powrotnej mieliśmy równie piękne widoki, jak w czasie podróży w tamtą stronę.

Zachód słońca nad Vettern

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *