Nareszcie w pracy

Pierwszy poświąteczny dzień w pracy spędziłam na czipowaniu. Zakończyliśmy czipowanie mediów dla dorosłych. Dziś była to przede wszystkim literatura obcojęzyczna, w tym po polsku. Ktoś wcześniej przetrzebił obcojęzyczne zbiory i trochę je przemeblował. Książki po polsku już nie mieszczą się na jednej półce. Wyparły najpierw z tej półki „literaturę fachową po rosyjsku”, a teraz przeniosły się też na półkę niżej, gdzie królują książki po duńsku. Na moje oko nic z polskich nie wyrzucono. Chociaż kilku tytułów nie było, to myślę, że po prostu ktoś się zlitował i je wypożyczył. Muszę koniecznie sprawdzić statystyki.

Najbardziej stresujące było czipowanie encyklopedii i słowników w pobliżu pogrążonych w nauce studentów. Starałyśmy się z koleżanką zachowywać jak najciszej, porozumiewając się na migi. Oczywiście kilka grubych tomisk encyklopedii Britannica z hałasem przewróciło się na półkach, co w panującej ciszy przypominało armatni wybuch, a ja za każdym razem byłam bliska zawału serca.

Jutro będę czipować literaturę młodzieżową. Nie wiem tylko na razie czy sama, czy w towarzystwie. Jeszcze parę dni i przeniesiemy się z maszynerią czipującą do piwnic.

W czwartek rano jadę WRESZCIE na krajową konferencję bibliobusowych bibliotekarzy. Cały ten wyjazd zaczyna przypominać kiepski thriller. Syna jednego z kolegów, dopadła grypa żołądkowa i mimo, że wyjazd już pojutrze rano, to nie jesteśmy pewni w jakim pojedziemy składzie. Nie jest to bez znaczenia, bo wyjazd był zaplanowany tak, że jeśli jeden z kolegów nawali, to cały nasz misterny plan weźmie w łeb. Planu B na razie nie mamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *