Jedenaście wanien

To, że zniknie śnieg wcale nie oznacza, że zaczęła się wiosna. Jedenaście wanien, wyszorowanych i napełnionych wodą, jednak tak. Tyle naliczyłam wczoraj w drodze do wioski nad jeziorem, ukrytej wśród lasów pełnych trolli (według teorii jednego z moich kolegów). Stoją już na pastwiskach i czekają na spragnione krowy i konie. To moja druga wiosna obserwowana z okien bibliobusa. Kiedy zaczynałam pracę w bibliotece, nie zanosiło się, że w ogóle doczekam tam jakiejkolwiek wiosny. Życie jest czasem pełne niespodzianek…

Zmiana czasu na letni też zrobiła swoje. Wczoraj, po raz pierwszy w tym roku, wracaliśmy do domu podziwiając przez okno piękny zachód słońca. Byłam bliska oczopląsu od wypatrywania w rowach pierwszych zawilców i podbiałów, ale je zauważyłam. Już (nareszcie?) są!

W bibliotece dalej czipujemy. Mam za sobą już kilka dwugodzinnych sesji przy maszynie czipującej. Czasem wklejam czipy w książki, a czasem aktywuję alarm. Pracujemy najczęściej parami, ale zdarzyło mi się już stać przy maszynie samotnie. Mam na swoim koncie literaturę piękną na literę L i M oraz dział G i L. Gotowe jest do tej pory mniej więcej trzydzieści tysięcy książek, czyli minęliśmy półmetek.

W poniedziałek zjawi się w pracy Nowa, czyli przedszkolanka przeobrażona w bibliotekarkę. Dziwnym zbiegiem okoliczności, stanowisko pracy zorganizowano jej w naszym bibliobusowym biurze. Będziemy więc mieć przyjemność spotykać się codziennie.

W środę uroczyście pożegnaliśmy odchodzącą na emeryturę, moją ulubioną kadrową. Impreza w leżącej rzut kamieniem od mojego domu restauracji, była bardzo udana. Kadrowa była wzruszona frekwencją, prezentami i specjalnie dla niej skomponowaną piosenką. Odśpiewaliśmy ją nawet dwukrotnie, przy akompaniamencie dwóch gitar. Tekst napisały koleżanki (zdolne bestie!) z kancelarii wydziału kultury. Było naprawdę sympatycznie, choć nie mogłam się nadziwić jak to się stało, że od kadrowej dzieliły mnie tylko dwie osoby, szefowa wydziału kultury i nasz Pan woźny, fantastycznie kreatywny facet, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Wiem, że kadrowa nie spodziewała się mojego udziału w imprezie, a tym bardziej w prezencie, więc ją pewnie mile zaskoczyłam. Podziękowała za zrobioną przeze mnie własnoręcznie karteczkę, wklejoną do pamiątkowego albumu.

Przyszły tydzień jest ostatnim przed świętami, więc kończy się już w środę. W następnym, zaraz po świętach, czeka nas konferencja w Örebro. Wyjeżdżamy w czwartek, skoro świt BIBLIOBUSEM! Wczoraj przyszło zaproszenie wraz z programem, a jako „P.S.” dodano, że w odpowiednią atmosferę wprawi nas powieść Sprawa zaginionych książek Sansoma i o ile jeszcze jej nie czytaliśmy, to organizatorzy imprezy gorąco nas namawiają, żeby zrobić to jak najszybciej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *