Biblioteczne życie toczy się zwykłym torem

Zima zaczęła się w tym roku późno. I całe szczęście. Nasz pięcioletni bibliobus nagle zaczął się psuć, a dokładniej jego akumulatory, których, o ile się nie mylę, jest aż dziewięć. Obojętnie które się psują, zawsze stwarza to uciążliwe problemy. A to nagle wyłączają się komputery, a to automat do kawy szwankuje, albo jest zimno jak w psiarni. Rekordową temperaturę mieliśmy w ubiegły poniedziałek, kiedy to w busie było 15 stopni. Dzwonienie moich zębów było chyba słychać w całej okolicy. Na dworze było wtedy 20 stopni poniżej zera, a mimo to dzieciarnia ze szkoły przybiegała do nas bez kurtek, często w trykotowych koszulkach z krótkim rękawem. Zgrozę miałam wypisaną na twarzy dużymi literami! Oczywiście automat do kawy był wtedy w naprawie, więc o gorącej herbacie mogłam sobie tylko pomarzyć.

**

Klub książki jakoś się trzyma. Spotykamy się regularnie raz w miesiącu. Ciągle zarywam w tym celu niedziele, bo mimo wielu prób nie udało mi się dojść do ładu z grupą, czy możemy przełożyć spotkania na inny dzień tygodnia. Niby wszyscy są za, ale jak przechodzimy do szczegółów, to nie dochodzimy do niczego konkretnego. Kolejne spotkanie oczywiście w najbliższą niedzielę. Teraz powinnam ponarzekać (i ponarzekam) na Pierwszego i Drugiego Polaka. Pierwszy był na spotkaniu tylko raz, a zwierzył się właśnie Drugiemu, że może by przyszedł na kolejne, ale nie wie, o której godzinie, choć zawsze spotykamy się o tej samej. Natomiast Drugi Polak przychodzi w kratkę i mimo, że w tę niedzielę będziemy rozmawiać o książce, która była jego propozycją, to nie przyjdzie, bo… wybiera się na ryby (?!). Mało tego! W ogóle jej nawet nie wypożyczył do czytania.

**

Kawiarenka językowa osiągnęła poziom czterdziestu uczestników i tak się trzyma. Ciasteczka i kawa mają sporą siłę przyciągania. Zrezygnowaliśmy z pewnych atrakcji, które miały przyciągać chętnych, a zamiast tego raczej obniżały frekwencję. Mało kto chciał słuchać „ględzenia” o prawach obywatelskich, o zapobieganiu pożarom i tym podobnych historiach. Kiedy można rozmawiać o d… Maryni, przychodzą wszyscy. Ambitne panie z Czerwonego Krzyża, które udzielają się społecznie w kawiarence są lekko zawiedzione. Ja nie, bo rozumiem chęć ludzi do spontaniczności. Czy wszystko zawsze musi być zaplanowane w każdym szczególe lub wychowawcze? To w końcu „kawiarenka” a nie jakieś kursy.

**

Ufff… zmora, która chyba nigdy nie przestanie mnie męczyć! Opisy katalogowe! Kilka książek trafiło na biblioteczną półkę i znów przerwa. Przemiła koleżanka udała się właśnie na operację, a po niej na kilkutygodniowe zwolnienie lekarskie. Jak wróci, będzie zawalona zaległymi sprawami. Chyba nie muszę nawet przypominać co to oznacza? Jakby tego było mało, przyszło pismo w sprawie zamawianych przez nas opisów, że są opóżnienia, a będą jeszcze większe z powodu braków kadrowych. Aż boję się pomyśleć co to może oznaczać w praktyce. Mimo wszystko, polska półka (środkowa, na zdjęciu poniżej) w bibliotece wygląda trochę bardziej okazale, niż kiedy ostatnio ją tu prezentowałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *