Cięższej potrzebuję zbroi…

Konsekwentne dążenie do celu już mi się prawie udało, w ubiegły czwartek. Dziś jest jednak już wtorek i sytuacja znów się zmieniła. Winnego nie umiem wskazać palcem, ale wiem, że to nie przypadek. Te decyzje zapadły na pewno na spotkaniu teamu.

Zeszły tydzień to prawie pasmo sukcesów. Najpierw jedno szkolenie, żeby zrobić ze mnie specjalistkę od naszego systemu bibliotecznego. Potem przeszkolenie, jak tworzyć tymczasową bazę. Nie dało się jednak, mimo dobrych chęci. Okazało się, że nie da się utworzyć takiej bazy. Koleżanka nie chciała się poddać. Zrobiłyśmy kilkanaście prób, a potem zawołałyśmy na pomoc moich busowych kolegów. Trzy tęgie głowy (plus ja) pochyliły się nad ekranem komputera. Nie wierzyliśmy w to co widzimy. Święta przerwa na kawę zakończyła burzę mózgów, kompletnie z resztą nieudaną.

Tego samego dnia, trochę później, inna biblioteczna koleżanka, jedyna specjalistka od opisów katalogowych, uspokoiła mnie, że jest inna metoda i w przyszłym tygodniu się za to weźmiemy, a potem… zrobię te opisy samodzielnie. Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, że wreszcie pozwolą mi zrobić opisy i zarejestrować książki, a potem wreszcie ustawię je na półce.

Tak dobrze było w zeszłym tygodniu, a dziś koleżanka nagle wręczyła mi plik papierowych pasków, żeby przygotować książki do tworzenia opisów, rozszyfrować, które to nazwisko autora, a które imię, tytuł, podtytuł i inne dane, czyli wszystko to co powinno się znaleźć w opisie. Na widok znaku zapytania na mojej twarzy, wyjaśniła, że OSOBIŚCIE zrobi opisy, a ja jej w ten sposób pomogę. Zrobi je sama dlatego, że to ona ma odpowiednie wykształcenie i wymagane uprawnienia. Przekaz był jasny, żadnego deptania po czyichś kompetencjach i uprawnieniach. Nie może być tak, ze ktoś kto tu trafił z przypadku, będzie zastępował osoby wysoce kompetentne.

Usiadłam więc pokornie za biurkiem i zaczęłam wypełniać te świstki. W końcu chcę tylko, żeby książki trafiły na półki, prawda?

Na razie efekt jest taki, że książki przeprowadziły się na moje biurko. Ponieważ specjalistka od opisów, będzie je robić w „miarę możliwości”, to nie znikną z mojego biurka tak szybko jak bym chciała, ale też na pewno nie będą tam leżeć kolejny rok. O to przecież chodziło, prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *