Sztuka uników opanowana do perfekcji?

Wczoraj, po kilkudniowej walce z paskudną grypą, poszłam wreszcie do pracy. Zabrałam ze sobą siatę z książkami, które kupiłam do biblioteki (plus kilka podarowanych).

Miałam spory problem z rozliczeniem, czyli dopasowaniem paragonów do książek. Niby od razu wkładałam je do specjalnej koperty, żeby nic nie zginęło. Jednak paragonu za Dallas 63 i Żegnaj, panie prezydencie nie znalazłam. Znalazłam za to paragon za cafe latte z Coffee Heaven. Los tak chciał? Pomyliłam paragony. Pewnie te tytuły mają po prostu zostać u mnie. W rozliczeniach obowiązuje twarda zasada: nie ma paragonu, nie ma zwrotu pieniędzy. Na pieniądze jednak sobie poczekam, bo moja ulubiona kadrowa jest na urlopie do końca miesiąca, a faktura musi przejść przez jej ręce.

Darów od Wróżek, po długich wahaniach, ostatecznie nie zabrałam. Bałam się, że ilość książek przyprawi Annę o atak serca. Ale bardziej bałam się, że w końcu będzie jak z psami Pawłowa. Przyzwyczają się, że za każdym razem kiedy jadę do Polski wracam z torbą darów, więc nie trzeba nic kupować. Tym razem dary trafią do biblioteki trochę później, żeby się to nie zaczęło kojarzyć w sposób wysoce niepożądany. Zamiast zalegiwać biurko Anny poleżą u mnie w domu. Zamierzam je zanieść, w lutym, w okolicy Walentynek, czyli jako dar walentynkowy od znajomych miłośniczek książek. (Co Wy na to drogie Wróżki?)

Wymyśliłam plan iście diabelski. Napisałam mejla do szefowej z ofertą, że chętnie przejmę odpowiedzialność za książki polskojęzyczne. Dopóki pracuję w bibliotece, zajmę się nimi osobiście, żeby odciążyć i tak już przepracowaną koleżankę. Poprosiłam tylko o odpowiednie przeszkolenie. Szefowa odpisała w zasadzie na tak. Szczegóły mam dogadać z Anną (yyyy…). I wtedy właśnie zauważyłam, że to może być dość trudne, bo jakby obie opanowałyśmy do perfekcji sztukę unikania się nawzajem. Książki zaniosłam wtedy kiedy nie było jej w pokoju, a ona wyszła z pracy starannie mnie unikając. Dziś też udało nam się nie spotkać. Ja byłam w biurze tylko przez chwilę, a potem zapakowałam się do bibliobusa i pojechałam w teren, ona miała akurat wtedy dyżur w bibliotecznej informacji. Jutro ja mam wolne. Może będzie w pracy w niedzielę? To co prawda niedziela, w którą po raz kolejny spotka się klub książki, więc może się zdarzyć, że to ja nie będę miała nawet chwili, żeby z nią porozmawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *