Burza mózgów z przerwą na kawę

Zaplanowane na dziś zebranie pokrzyżowało moje plany, bo miałam mieć dzień wolny. Po czterech godzinach snu, półprzytomna poszłam do pracy. Książka, którą czytam tak mnie wciągnęła, że zamiast zasnąć przy lekturze, kompletnie wybiłam się ze snu i nawet nie wiem kiedy zrobiła się godzina 3.00, a ja wciąż nie spałam. Mam dziwne przeczucie, że czytam Śliwkę w czekoladzie 2011!

Brodząc po kostki w śniegu dotarłam do pracy na czas i zjawiłam się w sali konferencyjnej jako jedna z pierwszych. Zaczęliśmy punktualnie, co nie jest tutaj niczym nadzwyczajnym. Zanim przeszliśmy do sedna sprawy, czyli podsumowania działalności wydziału kultury w ogóle, a biblioteki w szczególe, dowiedzieliśmy się co słychać na budowie i jak wygląda PR całego projektu. No cóż, mogę określić to jednym słowem plus wykrzyknik: skandalicznie! Logo jest ok, ale już nazwa pod spodem jakoś dziwnie rozstrzelona.

Miejscowe biuro reklamowe powinno się jak najszybciej przebranżowić. Tak byłoby z korzyścią dla wszystkich. Jak w prezentacji Power Point zobaczyłam AUDIOTORIUM zamiast AUDYTORIUM, to miałam ochotę krzyknąć, że już dziękuję. Ultranowoczesne symbole, które mają zawisnąć na fasadzie budynku tylko mnie dobiły. Za parę lat będą się wydawać śmiesznie niemodne, a nie sądzę, żeby ktoś je stamtąd usunął, chyba, że jakiś chuligan.

Dyskusja nad tym co zobaczyliśmy była bardzo niemrawa, poza jednomyślnością, że błąd ortograficzny trzeba usunąć, reszta nie była już taka prosta. Niby zgodzono się ze mną, że symbole powinny być bardziej klasyczne, ale nie sądzę, żeby to dotarło do sprawców całego zamieszania.

Po przerwie na kawę zajęliśmy się dogłębną analizą minionego roku (najpierw w mniejszych grupach a potem znów stadnie). Pracujemy w pocie czoła, co dostrzegli nawet lokalni politycy, przyznając nam trochę ekstra kasy na dwa nowe projekty. Mamy pracować jeszcze więcej za te same pieniądze i w tym samym składzie. O dodatkowych etatach możemy zapomnieć, bo jest przecież kryzys. Kiedy padła ta mrożąca krew w żyłach wiadomość, wydawało mi się, że niektórzy zezują na mnie z trwogą w oczach. Starałam się udawać sama przed sobą, że to przecież w ogóle nie chodzi o mnie i prawie mi się udało. Zamiast niepokoić się tym, zaczęłam myśleć o rozmowie, która czeka mnie w przyszłym tygodniu z szefową i będzie analizą moich osiągnięć mijającego roku. Jak tarczą będę się zasłaniać klubem książki, który choć istnieje i ma zamiar dalej istnieć, to jakoś utknął w miejscu, kiedy padło pytanie w jakie dni będziemy się spotykać po nowym roku. Jak do tej pory tylko jeden z dziesięciu uczestników raczył wysłać mi mejla w tej sprawie. Reszta poszła w ślady Pierwszego Polaka i milczy.

Skończyliśmy bardzo punktualnie, co też nie jest niczym nadzwyczajnym. Brodząc w śniegu wróciłam do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *