I po męskim klubie książki

Kiedy jesienią ubiegłego roku znalazłam się na kilka tygodni w bibliotece, nie miałam pojęcia, że te kilka tygodni będzie trwało i trwało. Jestem w niej do tej pory i to co się dzieje, zaczynam odbierać jak dejavu. Co prawda w zeszłym roku o tej porze była już zima z masą śniegu, ale reszta się powtarza. Teraz jest tak samo ciemno, mam wrażenie, że jeździmy po okolicy w środku nocy i nasz hejnał wygrywany na trąbce przez automatycznego trębacza wyrywa ludzi z głębokiego snu. Nie straszymy jednak przynajmniej ani koni ani krów, bo wszystko zniknęło już z łąk.

Tu byliśmy dzisiaj. Stoimy mniej więcej 50 metrów od tej plaży. Parę tygodni temu było o tej porze jeszcze słonecznie, dziś już ciemna noc.

Jutro koledzy wysprzątają światecznie bibliobus, a potem go równie świątecznie udekorują. Jedna z bibliotekarek zrobiła nam nawet kilka włóczkowych bombek do dekoracji, które będą sobie dyndać na sztucznych girlandach choinkowych. Bombki miały reklamować nową książkę o dekoracjach gwiazdkowych, czyli takich właśnie bombkach i znajdować się w jej pobliżu, ale niestety książka ruszyła już do ludzi. Bombki powiszą więc sobie bez jej towarzystwa.

Od poniedziałku zaczynamy ostatni w tym roku objazd według grafika, który obejmuje cztery tygodnie zanim wrócimy znów do tygodnia numer jeden, a dokładnie właśnie cztery tygodnie zostało do świąt. Są więc miejsca, w których będziemy już tylko raz, ale są też takie, do których dotrzemy jeszcze cztery razy. Wczoraj zatargałam do busa kolejną skrzynkę z bajkami gwiazdkowymi dla dzieci. Niby zapotrzebowanie na nie jest, ale jednak zdecydowanie mniejsze niż w zeszłym roku. Tak jak ja podglądam statystyki polskojęzycznych wypożyczeń (jest ich do tej pory 50), tak koledzy sprawdzają statystyki bibliobusa. I nie jest to pocieszająca lektura. Ilość wypożyczeń spadła w tym roku o prawie dwa tysiące, a to może oznaczać, że moja umowa o pracę nie zostanie przedłużona, bo właśnie z powodu bibliobusa mi ją przedłużono.

Klub książki się trzyma choć nastąpią małe przetasowania. Odpadnie najprawdopodobniej ten uczestnik, który miał problemy z kryminalną intrygą oraz pierwszy Polak, bo był nieobecny ostatnie dwa razy i nie odpowiada ani na mejle ani na smsy. Mnie taktyka uników nie dziwi, ale inni uczestnicy klubu są takim zachowaniem bardzo zdegustowani, żeby nie powiedzieć, osobiście dotknięci. Jednocześnie dojdzie czwarty Polak, pełen zapału ale z bardzo jeszcze słabą znajomością języka szwedzkiego. Mam nadzieję, że się nie zniechęci. No i pojawią się dwie panie, czyli męski klub książki przestanie istnieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *