Obrzydliwie przyzwoicie

Spotkaliśmy się w holu biblioteki i zaraz po zamknięciu ruszyliśmy do pobliskiego pubu. Trzynastu imprezowiczów, to dla mnie, przesądnej przypadkowej bibliotekarki, nie był dobry znak. Kiedy zobaczyłam kadrową, nogi się pode mną ugięły. Byłam przekonana, że to ona jest tą trzynastą.

Na miejscu manewrowałam, żeby nie znaleźć się w jej bezpośrednim sąsiedztwie i się nie udało. Usiadła obok mnie! Pomoc przyszła z najmniej oczekiwanej strony. Uratował mnie stół dębowy. Okazało się, że usiadła na złączeniu dwóch stołów. Zerwała się więc po chwili i przeniosła dalej. Była przekonana, że siedząc tutaj na pewno wyleje sobie na kolana, zamówioną wczoraj mejlem, zupę grzybową. Miałam ją więc w końcu na lewo po przekątnej i ta pozycja była najlepszą z możliwych.

Przy zamawianiu napojów nie było żadnego skandalu. Piwo bezalkoholowe i niskoprocentowe oraz woda mineralna. Ja poszalałam jak zając w kapuście, zamawiając kieliszek czerwonego wina domowego. Całkiem przyzwoitego, w sam raz do mojego rostbefu. W moje ślady poszły dwie koleżanki i na tym koniec.

Było bardzo sympatycznie. Na przeciwko mnie siedziała słynna pisarka dla młodzieży, czyli moja szefowa. Obok niej bibliotekarz, którego do tej pory nie widziałam na oczy. Najbardziej zajmującym wszystkich tematem okazał się być släktforskning, czyli odgrzebywanie swoich przodków nawet kilkaset lat wstecz, mniej więcej do średniowiecza.

Po dwóch godzinach grzecznie rozjechaliśmy się do domów. I tyle. Bardziej przyzwoicie być nie mogło.

4 Replies to “Obrzydliwie przyzwoicie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *