Obowiązek służbowy godny pozazdroszczenia

Już wiem, że przezimuję w bibliotece. Mam zostać „na razie” do końca marca.

Ułożyłam wiec sobie plan strategiczny: punkt pierwszy i kilka kolejnych to: nie marznąć! W tym celu postanowiłam się zaopatrzyć w porządny ciepły sweter typu cardigan biblioteczny. Nie miałam pojęcia, że to takie trudne! Obejrzałam ich kilkadziesiąt zanim znalazłam taki, który miał prawie odpowiednią długość, przyzwoitą cenę i nie był z samego akrylu. Kupiłam w końcu w H&M trochę przykrótki, jedyny, który znalazłam z dodatkiem wełny (40%). Brzydki granatowy kolor, ale innego nie było.

Od tej pory nie marznę choć na dworze już zima i mróz trzyma równo. Nasza mobilna biblioteka ma już nowe opony zimowe i wymienione wszystkie akumulatory, łącznie z tym odpowiedzialnym za ogrzewanie. Nie spodziewamy się więc na razie żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Od przyszłego tygodnia zmienia się mój schemat. Będę jeździć raz w tygodniu w dłuższe trasy na dalsze pustkowie z powrotem do cywilizacji przewidzianym na godzinę 20.30. Czyli będę wracać do domu ciemna nocą. Jakie to szczęście, ze nawet mniejsze dziecko jest już na tyle duże, że jest to możliwe.

Dnie są już krótkie, na dworze zimno, wiec ludzie wzięli się na potęgę za czytanie. Odwiedzających nasz bus jest sporo i wszyscy szukają oczywiście nowości. Niedawno wyszedł kryminał, którego akcja rozgrywa się w naszym mieście i to o niego pytają najczęściej. Kolejka do czytania jest już tak długa, ze postanowiliśmy zakupić więcej egzemplarzy jak tylko dostaniemy pieniądze na rok następny. Fundusze na ten rok się właśnie skończyły. Zrobiliśmy własne wyliczenia, że za jakieś trzy tygodnie możemy zacząć znów kupować, bo faktury za zakupy będą do zapłacenia już w roku przyszłym.

Żeby efektywnie pomagać czytelnikom sami musimy więcej czytać. Czyli jak jest wolna chwila, to książka w rękę i czytamy! Nigdy do tej pory nie czytałam w ten sposób, czyli „po łebkach”. Teraz to robię. Muszę umieć powiedzieć coś o praktycznie każdej książce, jeżeli czytelnik zapyta. Jasne jest, że mogę się podeprzeć katalogiem internetowym i jasne jest, że nie mogę tego robić zawsze. Zwłaszcza jak jesteśmy w jakiejś głuszy, gdzie nawet losie błądzą i internet kiepsko dociera. Wtedy muszę się podeprzeć własną wiedzą.

Czytelnicy są tak rożni i tak różne mają wymagania oraz pytania dotyczące książek, że nawet bibliotekarz-wyjadacz miałby problemy, żeby wszystkim dogodzić, a co dopiero ja, samozwańcza, przypadkowa bibliotekarka. Obowiązek służbowy p.t. ?” czytanie książek” wzięłam więc sobie do serca na poważnie. Czytanie „po łebkach” niebezpiecznie wydłuża mi listę tego, co chce przeczytać potem porządnie, czyli od „deski do deski”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *