Ulubieni pisarze pilnie poszukiwani

Są pisarze, którzy są czytani więcej i są tacy, którzy są czytani mniej. Ameryki tu nie odkrywam, bo każdy o tym wie. Jeżeli idzie się, ot tak po prostu, do księgarni, żeby kupić najnowsze dziecko ulubionego pisarza, to czasem trudno zauważyć, czy ten pisarz jest tak samo ulubiony przez innych. Reklamowe hasła w wielu wzbudzają podejrzenia, we mnie też. Jak czasem czytam na odwrocie książki, ze sprzedano ją do tylu i tylu krajów, a ogólny nakład osiągnął ileś tam milionów egzemplarzy, to często trudno mi uwierzyć, że to wszystko prawda.

Jako przypadkowa bibliotekarka przekonałam się, że to może być jednak prawda. Mam tu co prawda do czynienia z grupą ludzi, która akurat jakiejś tam książki nie kupi, więc do tych milionowych sprzedaży się nie dołoży, ale jednak i tak tę książkę przeczyta. I ta grupa nie jest wcale taka mała, nawet w mojej mieścinie.

Słysząc ciągle o naruszaniu praw autorskich dziwie się, że książki kupione po prostu przez bibliotekę można za darmo wypożyczać czytelnikom i że pożyczenie własnego egzemplarza znajomym nie podpada pod jakiś paragraf (za filmy biblioteka płaci, mniej więcej, trzy razy więcej niż indywidualny nabywca). Aż dziw bierze, że nie jest tak też z książkami. A i tak pisarze nie głodują. Przeczytałam w katalogu targowym wydawnictwa Piraten, ze Jo Nesbo za swoja ostatnią książkę Łowcy głów (wydana mniej więcej rok temu) zainkasował już 13 milionów koron. Autor mówi w wywiadzie, że nie jest już w stanie wydać pieniędzy, które do tej pory zarobił, dlatego dochód właśnie z tej książki przeznaczył na zwalczanie analfabetyzmu w krajach, gdzie nauka ciągle jest luksusem. W tym celu stworzył własną fundację.

Kiedyś krakano, ze internet zabije czytanie, że książki przejdą do lamusa, bo ludzie sięgną po inne środki przekazu. Nic bardziej mylnego. To właśnie dzięki internetowi czytanie nabrało rozpędu. Każdy kto czyta, może znaleźć w sieci wszelkie potrzebne informacje na temat każdego autora i każdej książki. Przekazywanie sobie informacji drogą pantoflową, czy też przez gazetową rubryczkę „Czytać, nie czytać” w Przekroju, to już przeżytek. W tamtych czasach było regułą przegapianie większości nowości. O tym, co w ogóle wydawano poza Polska mało kto wiedział. Tylko dzięki wyjazdom na zgniły zachód byłam w stanie śledzić i czytać nowości Paryskiej Kultury.

Nasi czytelnicy są tak dobrze poinformowani o tym, co właśnie wyszło lub wyjdzie, że zapytania i kolejki po powieść ulubionego pisarza ustawiają się zanim pisarz pewnie w ogóle postawił ostatnią kropkę. Wystarczy, że ukaże się jakaś informacja w zapowiedziach, a już tworzy się u nas kolejka chętnych. Niektórzy nerwowo sprawdzają ilu jest w kolejce do czytania, czasem nie wierzą, że ktoś już zdążył ustawić się przed nimi. Zasada jest taka, że jeżeli po dany tytuł jest kolejka, to można pożyczyć książkę tylko na dwa tygodnie, bez możliwości przedłużenia. Biblioteka miejska ma jeszcze tzw. błyskawiczne pożyczanie, tylko na tydzień i bez możliwości rezerwacji. Po prostu trzeba mieć trochę szczęścia. Jak trafisz, że jest to ja wypożyczysz.

Teraz takimi gorącymi pisarzami są Läckberg, Marklund, Guillou, Persson, Theorin, Gerhardsen, Olsson i jeszcze paru innych. Natłok nowości jesienią, to sprytny zabieg wydawniczy. Jesień i długie wieczory, to najlepszy moment. Czytanie nabiera powakacyjnego rozpędu. Widzę to też w naszej bibliotece na kółkach, półki znów opustoszały, a czytelnicy już w drzwiach pytają, czy jest to albo tamto, a ci bardziej zdesperowani, czy w ogóle jest „coś”.

Księgarnie też wykorzystują tę porę roku na lansowanie nowości i wypchnięcie tych trochę starszych po lekko obniżonych cenach. Sama dałam się dziś złapać na ten haczyk i kupiłam wydanie pocket Ninni Schulman Dziewczyna ze śniegiem we włosach za mniej więcej 10 złotych. To podobno bardzo udany debiut ubiegłego roku. I nie jest to tekst z okładki książki, tylko opinie czytelników.

Jako fanka Theorina muszę oczywiście napisać parę słów o tym, że jest widoczny w każdej księgarni. Dziś miałam okazję natknąć się na jego powieść już na progu Księgarni akademickiej. Na szafeczce, na której były wyłożone egzemplarze Sankta psyko, było dość pustawo, czyli powieść ciągle dobrze się sprzedaje. Akademicka lansuje ostatnio czytanie pod hasłem „Czytanie to podróż”. Można dziś było zostawić fiszkę post-it z własną propozycją podróży. Oczywiście zaproponowałam Sankta psyko Theorina.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *