Kawka, herbatka, soczek i ciasteczka

Obowiązków przybywa mi lawinowo. Co środę mam brać udział w tzw. Språkcafé, czyli Kawiarence językowej. Wczoraj ekspresowo odgrzałam swoje umiejętności z czasów, kiedy pracowałam w restauracji, serwując kawę i herbatę oraz częstując ciasteczkami. Oprócz tego miałam do dyspozycji zestaw kredek, ryzę papieru, pudło z grami towarzyskimi i globus.

Kawiarenka językowa wystartowała wczoraj po letniej przerwie i od teraz będzie działać co tydzień. Rzucono mnie na głęboką wodę, bo oprócz mnie tylko przez chwile była ze mną koleżanka. Potem poszła sobie do domu, a ja zostałam sama na placu boju. Druga z koleżanek, która była w ogóle nieobecna zlitowała się nade mną i przygotowała wcześniej podręczny bufet. Przyszło około 30 osób, większość to pewnie stali bywalcy, bo nikt nie czekał na specjalne zaproszenie, żeby usiąść, poczęstować się kawą lub herbatą i zjeść ciasteczko.

Nie bardzo rozumiem sens tego przedsięwzięcia. Oprócz cudzoziemców, którzy maja się integrować na tych spotkaniach ze Szwedami i szlifować język, nie było tam w zasadzie żadnych tubylców, oprócz dwóch przemiłych emerytek, które przychodzą pewnie po to, żeby w ogóle wyjść z domu i mieć wreszcie kogoś z kim mogłyby porozmawiać. Możliwe jednak, że się mylę. Po jednym spotkaniu trudno mi to wiedzieć na pewno.

Te, mniej więcej 30 osób, to bardzo różnorodna grupa reprezentująca chyba wszystkie kontynenty. Jednym z akcesoriów, którym miałam się posłużyć był globus, ale nie starczyło mi odwagi, żeby poddać gości kafejki przesłuchaniu, skąd pochodzą i na dodatek domagać się wskazania ojczyzny na globusie.

Jednym z gości był sympatyczny Polak (Drugi, bo to nie miłośnik rymów Mickiewicza i trylogii Sienkiewicza). Bardzo przejęty wszystkim, co się działo naokoło, próbował sobie nalać do kawy soku zamiast mleka. Pozytywnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, z entuzjazmem zapisał się do mojego klubu książki, który wystartuje mniej więcej za miesiąc. Mimo agitowania aż do zachrypnięcia, oprócz Drugiego Polaka zgłosił się do klubu tylko jeden chętny, a i to nie sam, tylko za namową swojej szwedzkiej narzeczonej.

Mam dziwne przeczucie, że za tydzień też będę samotnie częstować napojami i ciasteczkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *