Ślad po mnie zostanie

Przyszłam dziś do pracy parę minut wcześniej, żeby zdążyć na przeszpiegi do biblioteki głównej. Myślę, że do regalu z polskim książkami trafiłabym już nawet z zawiązanymi oczami. Z biciem serca rzuciłam okiem na półkę, mając na wszelki wypadek w pogotowiu parę przekleństw do rzucenia pod nosem.

Ku mojemu zdziwieniu na półce czekała mnie niespodzianka. Trafiły na nią pierwsze tytuły z tych, które zamówiłam przez bibliotekę jeszcze jesienią i kilka z tych, które przywiozłam z Polski osobiście. Miałam ochotę odtańczyć z radości jakiś taniec z przytupem, ale się opanowałam, bo obok na sofie siedział jakiś zatopiony w lekturze czytelnik i nie chciałam mu przeszkadzać, ani tym bardziej go wystraszyć.

Obejrzałam dokładnie co już jest i wypożyczyłam sobie długo wyczekiwane Trzy połówki jabłka Antoniny Kozłowskiej. Co ja się tego naszukałam latem po księgarniach! Wreszcie mam i nawet odłożę na chwile Hipnotyzera i zagłębię z przyjemnością zęby w Antoninie (jakkolwiek dziwnie to brzmi). Dzieci i młodzież są w tym kraju uprzywilejowane, więc książki dla nich już wszystkie stoją na półce w dziale młodzieżowym. Duży stos leży tez ciągle (NIESTETY) na biurku Anny. Gdyby ktoś się teraz wzruszył tym, że Anna wzięła się nagle do roboty, to od razu mówię, że wzruszył się niepotrzebnie. Anna nie wzięła się do roboty dobrowolnie. Mniej więcej tydzień temu dopadłam ją przy biurku i z niewinnym uśmiechem zapytałam, czy udało jej się rozszyfrować rachunki i czy zauważyła, że dokładne rozliczenie w szwedzkiej walucie znajdowało się na odwrocie. Wyciągnęła wiec niezbyt chętnie wszystkie kwity spod kupy innych papierów i pokazała mi, że owszem, zauważyła. Obiecała też zaraz przekazać je do księgowości, żeby przelali wyłożone przeze mnie pieniądze na moje konto (od tamtej rozmowy minął tydzień, a pieniędzy dalej nie dostałam z powrotem). Teraz całe rozliczenie poleży pewnie kolejne tygodnie na biurku księgowej.

Dzisiejszy wyjazd w knieje powitałam z radością, ściskając pod pachą Trzy połówki jabłka. Czytałam po drodze i czytałam kiedy nie było wypożyczających. Głodna jak pies i szczęśliwa, że wreszcie zaczyna być widoczny efekt moich zabiegów o powiększenie polskojęzycznych zbiorów, wróciłam wieczorem do domu. Już w tej chwili zbiór jest ze dwa razy większy niż był, kiedy się pojawiłam w bibliotece jesienią. Nawet jeżeli zakończę moja biblioteczną karierę z końcem marca, to jakiś ślad po mnie zostanie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *