Sama na gospodarstwie

Koledzy i bibliobus reprezentują nas w Finlandii, od wczoraj do niedzieli. Zostałam sama w biurze na te kilka dni. Było jeszcze trochę zaległości wakacyjnych do zrobienia, wiec od tego zaczęłam. Wczoraj pół dnia spędziłam w piwnicy. Osłupiałam na widok ilości książek, które czekały na wywiezienie do spalenia.

Cztery przepastne skrzynie pełne po brzegi i wielka kupa ułożona pod ścianą. Zamiast więc układać w magazynie zwroty, zaczęłam grzebać w tych skazanych. „Uratowałam” ponad dwadzieścia w idealnym stanie zanim zjawili się dwaj faceci, którzy wywieźli wszystko, wiadomo dokąd. Byli to najprawdopodobniej inni faceci niż poprzednio, bo też się dziwili, ile tych książek. Stosy ułożone pod ścianą wrzucali do opróżnionej wcześniej, jednej ze skrzyń. Loskot książek uderzających o dno skrzyni brzmiał w moich uszach jak uderzenia topora. Chyba popadam w paranoję…

Wśród ostatnich książek uratowanych przeze mnie jest powieść Olgi Tokarczuk, która wygląda w ogóle na nie czytaną. Zastanawiam się jak to jest, że wydaje się systematycznie w Szwecji jej powieści, choć mało kto je tu czyta. Na dodatek mają patronat ministerstwa kultury. Niezbadane są wyroki wydawców…

Zbliża się termin naszego dorocznego kiermaszu. Książek na ten cel uzbierało się sporo, także dzięki mojemu ustawicznemu grzebaniu w skrzyniach. Są dwa pełne wózki i sześć skrzynek. Wszystkie leżące jeszcze luzem zapakowałam dziś do plastikowych skrzynek. Będziemy je sprzedawać najprawdopodobniej po pięć koron sztuka. Mam nadzieje, że znajdą się chętni, bo jak nie, to pewnie i tak trafią w końcu do pieca.

Dzisiejszy dzień upłynął mi w dużym stopniu na „odkrywaniu” możliwości naszego programu bibliotecznego. Wraz z nowym kontraktem dostałam większy dostęp obwarowany śmiesznymi hasłami. Była więc dziś okazja poduczyć się trochę nowych możliwości, które mi daje wyższy stopień wtajemniczenia.

Letnia akcja „Książka na biurko Anny” została dziś zakończona (tzn. moja część akcji). Zaniosłam Annie torbę z książkami, na której nomen omen stało napisane: Nie dla idiotów. Anna trochę się przeraziła, ale kiedy powiedziałam, że to dary od przyjaciół z Polski, to wyraźnie się uspokoiła, a nawet uśmiechnęła. Wyciągnęła wszystkie od razu przy mnie z torby (sukces, biorąc pod uwagę, że moje zimowe zakupy zostały na początku upchnięte za biurkiem), pochwaliła ich dobra kondycję i prosiła podziękować.

DZIEKUJĘ, tym razem w imieniu Anny.

O tym, jak się mają na biurku Anny i kiedy trafią na biblioteczną półkę, będę informować na bieżąco. Przede mną długi weekend, bo ten piątek mam wolny, a w poniedziałek koledzy i bibliobus będą już z powrotem.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *