Z terenu (prawie na żywo)

14.12

Zapraszam dziś na wspólną wyprawę w teren.

To mój pierwszy powakacyjny tydzień w pracy. Jest dość spokojnie, bo nie wszyscy zdążyli jeszcze wrócić z urlopu.

Od 14.00 jesteśmy w Lerdali. Stoimy na podwórzu wielkiego gospodarstwa rolnego, na którym zwykle bywa sporo much. Dziś nie ma ich wcale. Nie będzie wiec polowania na muchy (z gazetą) przed odjazdem.

Mój kolega, z którym zwykle tu przyjeżdżam jest jeszcze na urlopie, więc ja go zastępuję w obowiązkach bibliotecznych. Jest ze mną kierowca, ten sam, o którym pisałam jakiś czas temu. Ubrany w krótkie spodenki jak harcerz, ma ze sobą leżak i jak znajdzie w necie potrzebny mu numer telefonu, to się pewnie na nim ułoży w półcieniu i pogrąży w telefonicznej rozmowie.

CDN…

14.50

Na podwórze zajechały trzy traktory. Jeden przyciągnął wielka kosiarkę. Trwa tankowanie.

Do tej pory tylko czterech wypożyczających. Prosto z biblioteki poszli nad jezioro. Przez okno widzę to jezioro i zazdroszczę piknikującym i kapiącym się tam ludziom.

Czy ktoś wie co to za maszyna???

CDN…

15.32/15.39

Napisałam kilka zdań z Nydali, w której teraz jesteśmy. Niestety są tu problemy z satelitarnym intnernetem i krótką notkę napisaną przed chwilą (15.32) zjadło.

Dojechaliśmy na miejsce spóźnieni pięć minut. Nikt na nas nie czekał, ani nikt się do tej pory nie pojawił. Nydala, ze swoim kilkusetletnim klasztorem należy do atrakcji turystycznych w Småland, ale dziś pusto tu i cicho.

Przed chwila zjadłam obiadowe kanapki i wypiłam herbatę. „Mój” kierowca siedzi przy komputerze, jego leżak stoi w szoferce…

Leżaczek w szoferce, gotowy do użycia.

16.26

Siedzimy przed sklepem, którego nie ma. Pan Kierowca na jednej ławce, ja na drugiej. Czytam jedną z książek wybranych do czytania w klubie książki uproszczonej (z.w.l. dziękuję za słowo potrzebne do określenia „lättlästa böcker” po polsku).

Gorąco jak diabli. AC w busie działa na razie bez zarzutu. Przyszłam się ochłodzić i napisać parę słów na blogu. Pan szofer wziął swój leżaczek i ułożył się nieopodal, w cieniu.

Mam ze sobą kilka książek zamówionych przez czytelników. Nikt nie przyszedł ich odebrać.

Kanikuła…

17.27

Jesteśmy w Fryele. Cisza i spokój, czasem tylko jakiś samochód przejedzie…

Nie ma wątpliwości, ze mało kto wrócił już z urlopu. Stoimy koło nieczynnego przez lato przedszkola, a obok piękna łąka, słychać świerszcze. Przed chwilą odezwał się też gdzieś w pobliżu kogut (o tej porze ?!)

Pan Kierowca leży na leżaczku w cieniu drzewa i czyta magazyn historyczny. Ja siedzę na skrzyni z piachem i grzeję plecy w słońcu. O ile nikt się nie zjawi także tutaj, to zejdzie nam na tych czynnościach jeszcze ponad godzina. Czytam, sms-uję z córkami. (Po)wakacyjne lenistwo trwa.

Zółta skrzynia po lewej, to skrzynia na której zwykle siadam poczytać przy ładnej pogodzie.

18.56

We Fryele zjawiły się w końcu dwie osoby. Jedna z nich to it-szef w powiecie. Miałam okazje ponarzekać trochę na internet, który właśnie padł po raz kolejny. Obiecał się temu przyjrzeć bliżej. Mam nadzieję, że nie będą to tylko obiecanki-cacanki…

Jesteśmy już na ostatnim dzisiejszym przystanku – Hörle. Po drodze przystanęliśmy w lesie (koło poligonu) na parę minut, żeby nie przyjechać za wcześnie. Poszłam wiec na poligon zobaczyć, czy są jagody. Znalazłam kilka. Nie najadłam się, ale było ich wystarczająco dużo, żeby ubrudzić sobie ręce. Pole kwitnących wrzosów wpędziło mnie w lekkie przygnębienie. Jesień tuz, tuz…

Znów nie ma nikogo. Pan Szofer się plażuje na leżaczku z jakaś książką i kawą, a ja zaraz usiądę na autobusowych schodach i doczytam do końca uproszczona książkę pt. Nareszcie ślub Marii Kuchen.

Na każdym przystanku stoimy w innej „pozycji” niż zwykle bo Pan Kierowca ma swoje sposoby parkowania. Żadnej gry na trąbce, bo nie wie jak uruchomić trębacza. Podjeżdżamy cicho i później równie cicho odjeżdżamy.

Jeżeli nikt więcej nie przyjdzie, to mieliśmy dziś tylko dziewięciu wypożyczających. Ratunku!

Kiedy nie ma na czym usiąść, bo brak ławeczek, skrzyń na piasek itp. to siadam w cieniu autobusu na skrzynce Prippsa i też jest dobrze.

20.53

Jestem już od godziny w domu. Na ostatnim przystanku, przed samym odjazdem, pojawiło się dwóch wypożyczających, czyli odwiedziło dziś bibliotekę całe jedenaście osób. Następny tydzień będzie podobnie, a potem wszystko powinno wrócić do normy. Nie będzie wiec okazji na „twittrowanie” z bibliobusa.

Mój przyszły tydzień stoi pod znakiem zapytania, jeżeli chodzi o obowiązki służbowe. Bibliobus pojedzie (wraz z moimi kolegami) na kilka dni do Finlandii, na europejski zlot bibliobusow. Szkoda, że beze mnie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *