Kwadratura koła

Nie jest dobrze…

Dziś byłam ostatni dzień w pracy. Zaczyna się urlop, ale nie zaczął się dobrze. Wczoraj rozmawiałam z Anną na temat ewentualnych książkowych zakupów w Polsce. Kiedy weszłam do jej biura od razu rzuciły mi się w oczy leżące tam od stycznia polskie książki. Jest już ich „tylko” pięć, ale leżą i denerwują. Podejrzewam, że nie tylko mnie, ale ją też. Moje przyjście w wiadomej sprawie jeszcze zwiększyło stopień jej dość skrzętnie ukrywanej irytacji. Te książki to taki, wiecznie na widoku, wyrzut sumienia. Na dodatek pojawiam się ja i truję o kolejnych zakupach, które ona pewnie od razu widzi jako kolejne porastające kurzem stosy na jej biurku.

Szwedzi nigdy nie okażą poirytowania, ani nie powiedzą prosto z mostu, jak się sprawy mają. Usłyszałam więc, że chyba poczekamy z kolejnymi zakupami, damy szansę książkom w innych językach. Mówiąc to, uciekała wzrokiem w bok, a dla mnie to był wyrok. Dała co prawda nadzieję na ułaskawienie, mówiąc, że jeszcze pomyśli, a jutro da mi ostateczną odpowiedź. To jutro jest dziś, a dziś unikała mnie jak ognia.

Oczywiście w żadne ułaskawienie nie wierzyłam, bo to co mówiła znaczyło, że polskie książki ciągle zawalają jej biurko i ma tego dość. Te, które trafiły na półkę są wypożyczane najwięcej przeze mnie i miejscową nauczycielkę języka polskiego. Czytelników nie przybyło, każda książka była wypożyczona najwyżej dwa razy, więc po co zawracam jej głowę? Nie ma zainteresowania, nie będzie nowych książek.

Akcja informacyjna w postaci rozdania ulotek rodzicom polskojęzycznych dzieci nie dała rezultatu. Porażka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *