Ratujmy co się da

Żeby nie wiem co, nie przyzwyczaję się i już! Do wyrzucania książek na śmietnik. Żeby chociaż chodziło o jakieś zniszczone egzemplarze…

A tu skazuje się na śmierć książki w dobrym stanie, o które czytelnicy ciągle pytają i które wypożyczają. Zejście do bibliotecznej piwnicy, dla mnie osobiście, wiąże się ze stresem podobnym do skoku na banji. Tak mam i nic na to nie poradzę. Postanowiłam jednak skutecznie temu zaradzić.

Tak zrodził się pomysł ratowania książek przed zagładą…

Kiedy poprzednio byłam w piwnicy, książki już wysypywały się z tych dwóch skrzyń, w których leżą te z wyrokiem śmierci. Poszłam akurat do magazynu, układać na polkach zwroty, które nie mieszczą się w zbiorze podręcznym w bibliobusie. Zasady selekcji są takie, że książki, które maja na karku więcej niż trzy lata, lądują w magazynie i wyciąga się je potem już tylko na zamówienie. Stałam więc w magazynie, układałam zwroty i korciło mnie, żeby zajrzeć do skrzyń w korytarzu. No to zajrzałam. Nie byłam w stanie grzebać zbyt głęboko, ale uratowałam Theorina dwie, Kallentofta jedną, Perssona jedną, że wymienię tylko te znanych autorów. Wzięłam je do magazynu i umieściłam w tych odłożonych na sprzedaż pod koniec sierpnia podczas plenerowej imprezy, organizowanej na pożegnanie lata.

To już tradycja, że bibliobus tam jeździ i nawet, jeżeli ja już nie będę pracować w bibliotece (zastępstwo kończy mi się na początku sierpnia), to zamierzam się wybrać na tę imprezę jako biblioteczny wolontariusz. Ledwie ułożyłam książki na półce, usłyszałam otwieranie drzwi od ulicy, a po chwili spontaniczny okrzyk: ja pierdzielę, ile książek! Drugi glos burknął coś niezrozumiałego w odpowiedzi i po chwili dwóch facetów w roboczych kombinezonach wywiozło obie skrzynie na wózku widłowym. Uratowałam te kilkanaście tytułów w ostatniej chwili!!!

Podzieliłam się pomysłem z kolegami, którzy nie mają podobno czasu regularnie zaglądać do skrzyń i ratować co się da. Wzięłam więc ten obowiazek dobrowolnie na siebie i zamierzam robić to od teraz regularnie. Skoro mamy sprzedawać książki na imprezie, to chyba lepiej, żeby bylo ich jak najwięcej? Tym sposobem przedłuży im się też żywot o kolejne kilka miesięcy, lub nawet kilka lat.

Dziś dokonałam gruntownego przeszukania jednej, na razie tylko do połowy zapełnionej skrzyni. Efekt: 56 sztuk uratowanych!

Jes! Jes! Jes!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *