Podróż pełna niespodzianek

Piotr Jacek Jamski

Pocztówki z kresów przedwojennej Polski

PWN, 2012, stron 285

Dzięki PWN już kilkakrotnie udało mi się, bez czarodziejskiej różdżki, przenieść w czasie, do przedwojennej Polski. Tym razem miała to być wycieczka na kresy. Zacierałam ręce z uciechy, czekała mnie masa pocztówek z epoki i bezkarne czytanie cudzej korespondencji.

Zaczęłam od redakcyjnego wstępu, który wyjaśniał, że będę podczytywać prywatną korespondencję inżyniera kolejnictwa do córki Antoniny. Korektor chyba miał kiepski dzień, bo w redakcyjnym wstępie można znaleźć takie zdanie:

Obrazki, które towarzyszom tekstom listów, to albo kupowane przez inżyniera pocztówki, albo wykonywane przez niego lub innych fotografie na papierze pocztówkowym.

Inżynier zjeździł kresy wzdłuż i wszerz w latach 1932 – 1939 i z każdego z tych miejsc pisał do córki, jak sam to nazwał „abonamentowe raporty” o miejscach, w których przebywał. Redakcja zaznacza, że oglądane przez czytelnika kartki nie są jednak oryginalnymi i zwraca uwagę na zmianę postrzegania kresów przez autora tych raportów wraz z upływem czasu. I może to się wydać dziwne, ale właśnie ta zmiana najbardziej mnie zainteresowała. Sama od lat mieszkam za granicą i też zaszła we mnie z latami pewna zmiana w widzeniu tego, co mnie otacza. Kiedyś widziałam Szwecję oczami Polki, która cały bagaż doświadczeń przywiozła z Polski i próbuje znaleźć swoje miejsce w nowej ojczyźnie. Z upływem lat mój punkt widzenia się zmieniał, choć nie ukrywam, że dopiero po urodzeniu dziecka, poczułam się tu wreszcie u siebie, jak w domu. Pamiętam nawet dokładnie moment, w którym zdałam sobie z tego sprawę, podczas letniego spaceru z wózkiem po miejscowym skansenie.

Ciekawa metamorfozy postrzegania kresów przez inżyniera kolejnictwa trochę się zaniepokoiłam, kiedy pod koniec wstępu doczytałam, że kartki ułożono topograficznie i na dodatek alfabetycznie. Czy w takiej sytuacji da się zauważyć tę postępującą wraz z bliższym poznawaniem kultury tamtych regionów zmianę?

Przerzuciłam kilka kolejnych stron i poczułam się jak na karuzeli. Pocztówka numer 1, z dnia 06.11.1932 z Dubna to taki wstęp autora listów do córki. W ostatnim zdaniu czytam: czekaj zatem niedługo pierwszego abonamentowego raportu z Dubna i okolic. Odwracam stronę spodziewając się tego Dubna, a tu nagle pocztówka numer 2, z dnia 12.10.1938 z Głębokiego. Kontynuacja pocztówki numer 1 pojawi się dopiero na stronie 126, jako pocztówka o numerze 49. Na dodatek na okładce książki też jest pocztówka numer 1, ale to nie ta sama, która ma numer 1 wewnątrz albumu. Numer 1 na okładce to Lwów, a wewnątrz numer 1 to Dubno. Żeby całość jeszcze bardziej zagmatwać dodam, że lwowska pocztówka z okładki jest na stronie 180-tej pocztówką z Truskawca o numerze 74, z datą 20.09.1933, a w tekście dotyczącym tej pocztówki, autor wyjątkowo (o ironio!) sam podaje datę 20.05.1933. Ratunku!

Przeczytałam kilka pocztówek i się poddałam. Wzięłam kartkę i ołówek i ponumerowałam wszystkie pocztówki chronologicznie, według dat. I tak zaczęła się moja podróż przez kresy w towarzystwie pana inżyniera. Nie czyta się łatwo, archaiczny język nie sprzyja płynnemu czytaniu. Nie brak jednak panu inżynierowi poczucia humoru i spostrzegawczości, więc to pasjonująca lektura.

Skakałam po albumie tam i z powrotem jak konik polny po łące. I jeżeli nie chce się objechać kresów województwami i na dodatek alfabetycznie, to naprawdę polecam przed lekturą karteczkę i ołówek. Wtedy podróż nabiera głębszego sensu i innego smaku.

Kapitalna rzecz, pięknie wydana, ale według mnie koncepcja (autora? redaktorów?) się nie sprawdziła. Choć gdyby umieścić na końcu chronologiczny spis wydarzeń (lub ponumerować pocztówki według dat) i uprzedzić czytelnika, że jak nie chce skakać w czasie aż do zadyszki, to niech zajrzy do wskazówek na końcu, byłoby dużo łatwiej i przyjemniej. Jak dla mnie, potraktowano całość zbyt geograficznie i niestety wyszło jak wyszło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *