W oczekiwaniu na noblowski obiadek

Kiedy ogłoszono tegorocznego literackiego Nobla wielu podniosło wysoko brwi ze zdziwienia. Mój wpis poświęcony laureatowi też był pełen zaciekawienia i wątpliwości. Nie słyszałam o nim wcześniej, ani nie czytałam żadnej jego książki, ale od razu mi się nie spodobał fakt, że jest wiceprzewodniczącym Chińskiego Związku Pisarzy. Poza tym władze chińskie nie oprotestowały nagrody, co jest bardzo wymowne. A więc pupil reżimu, co do tego nie może być już wątpliwości. Nie ma też wątpliwości, że na takim stanowisku mógł znaleźć się ktoś, kogo nie akceptują i nie popierają najwyższe władze. I chyba nic tu nie pomoże fakt, że Mo Yan pisząc posługuje się „halucynacyjnym realizmem”.

Z różnych stron słychać głosy, że kiedy raz wyszedł pół kroku przed szereg, a potem złożył stosowną samokrytykę i więcej się nie wychylał, to też nie tak do końca prawda, bo zawsze pisał i pisze na tyle krytycznie, na ile partia tego oczekuje.

Potem okazało się także, że posiadacz chińskiej żony, Göran Malmqvist, jeden z członków Akademii decydującej komu dać nagrodę, jest od wielu lat „znajomym” Mo Yana i tłumaczem jego halucynacyjnego realizmu na język szwedzki. I robi to za darmo! Trzeba być ślepym i głuchym, żeby nie zauważyć, że to wyjątkowo dziwny zbieg okoliczności. Dyskusji na temat, czy w takim razie pan Malmqvist powinien był być jednym z tych, którzy decydowali komu przyznać nagrodę, łeb ukręcono.

Dyskusja o kontrowersyjnym nobliście jednak znów nabiera rumieńców. Dzięki Hercie Müller. W weekendowym wydaniu Dagens Nyheter ukazał się wywiad z laureatką literackiego Nobla 2009. Oceniła tegoroczną decyzję komitetu noblowskiego jako katastrofalną. Oburzona, nazwała to policzkiem dla wszystkich walczących o demokrację i prawa człowieka. Powiedziała, że kiedy usłyszała decyzję Akademii, miała ochotę się rozpłakać. Nazwała Mo Yana aparatczykiem i zwolennikiem cenzury. Na szczęście jej słów nie da się tak łatwo zamieść pod dywan, zwłaszcza, że przedrukowało je kilka dużych zagranicznych dzienników.

Oświadczenie przewodniczącego szwedzkiego PEN klubu Oli Larsmo, że „porozmawiają” na ten temat z Mo Yanem, kiedy przyjedzie odebrać nagrodę, brzmi jak bardzo kiepski dowcip.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *