Najtrudniejszy pierwszy krok zrobiony

Doszlifowaną do połysku próbkę tekstu, którą umiem już na pamięć wysłałam do pierwszego z osobiście ułożonej listy potencjalnych wydawców. Nauczona doświadczeniem z Zakamarkami nie spodziewałam się odpowiedzi w tym kwartale, zwłaszcza, że wysłałam mejla bardzo późno wieczorową porą. Ku mojemu najwyższemu zdziwieniu uprzejma odpowiedź przyszła po mniej więcej godzinie. Sympatyczne podziękowanie i informacja, że moja propozycja poszła dalej, do dwóch pań zajmujących się wydawaniem przekładów. Okazuje się, ze mimo starań nie dotarłam od razu do właściwej osoby. Oczywiście to, że mi podziękowano jeszcze nic nie znaczy i może się zdarzyć, że wydawnictwo nie zauważy jaki proponuję im diament. Ale to zawsze jakiś początek. Wydawnictwo, które posiada prawa autorskie uwinęło się migiem ze wszystkimi formalnościami i nawet oferuje pomoc w poszukiwaniu wydawcy, bo też ma swoje kontakty.

W sobotę wybieram się na targi do Goeteborga, gdzie może osobiście poznam sympatyczną panią z wydawnictwa, z którą do tej pory tylko wymieniałam się mejlami. Te targi to świetna rzecz! No i znów dopadnę ulubionego autora numer jeden Johana Theorina, który będzie promował i podpisywał swoją nową powieść, czyli ostatnią część kwartetu olandzkiego. Rozmowa promocyjna z autorem będzie super krótka, ale stanę na głowie, żeby na czas odnaleźć scenę biblioteczną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *