Misja?

O mało się dziś nie udusiłam z emocji.

Zaczęło się od tego, że w wolnej chwili złapałam nowy katalog BTJ i zaczęłam go przeglądać. Zaczęłam od spisu treści bo gruby jest niemiłosiernie, a chciałam się zorientować gdzie warto najpierw rzucić okiem. Wpadł mi w to oko dział „literatura polska”. Znalazłam tę stronę, a tam „aż” dwa polskie tytuły, które będą dostępne dla bibliotek już w grudniu.

Pierwszy z nich mną wstrząsnął! Omen! Trzy połówki jabłka – książka, której nie wyżebrałam od Holly choć miałam taka szansę, ale bałam się, że poczta ją zgubi i do mnie nie dotrze. Zamierzałam ją kupić latem w Polsce, ale się nie udało. I nagle takie coś! Będzie tutaj, dosłownie na wyciagnięcie ręki. Jakieś kilkadziesiąt sekund zajęło mi wymyślenie czegoś, co zacznie się właśnie od tego tytułu.

Już kiedyś pisałam, że z młoda pisarka (Tosia Kozłowska) naraża mnie zawsze na dość skrajne emocje. Tym razem też poczułam kopa. Sprawdziłam kto odpowiada za literaturę obcojęzyczną w bibliotece (Anna) i udałam się do niej na hm… niewinną pogawędkę. Wcześniej miałam już oczywiście dokładnie obejrzany dział z literaturą po polsku (niecałe pół metra półki). Stoją tam książki, które (o zgrozo!) wypożyczałam sobie do czytania jakieś 20 lat temu! Zero nowości, poza jedną i tak dość starą Grocholą.

Rozmowę zaczęłam dość skromnie, żeby wyczuć nastroje biblioteczne i nie zbombardować Anny moimi pomysłami tak, że zacznie mnie unikać. Zaczęłam od tego, że humanitarnym posunięciem byłoby kupienie Trzech połówek jabłka do naszej biblioteki. Anna nie powiedziała „nie” tylko wysłuchała z zainteresowaniem mojej argumentacji i zapytała, czy może mam jeszcze jakiś pomysł co kupić, żeby uatrakcyjnić biblioteczną ofertę, bo ona nie będzie ukrywać, ale ma bardzo blade pojęcie o polskiej literaturze współczesnej i po prostu nie bardzo wie, co warto kupić.

I tak od słowa do słowa doszłyśmy do tego, że dział po polsku (dla dorosłych, dzieci i młodzieży) da się rozbudować używając mnie jako narzędzia, a i trochę pieniędzy na ten cel się znajdzie. Nie spocznę dopóki nie będziemy mieć całego regału po polsku! Zaczynam buszować po zbiorach BTJ. Jest kilkadziesiąt polskich tytułów i co miesiąc przybywa kilka kolejnych (w styczniu następne będą trzy). Będzie więc w końcu co czytać po polsku, a pierwszym zakupem będą Trzy połówki jabłka Antoniny Kozłowskiej.

Nie traktuję tego jako jednego z nowych obowiązków służbowych, ale jako misję. Czy mam się nazywać od teraz misjonarką?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *