Życie to nie jest bajka

Małgorzata Warda

Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

Prószyński i S-ka, 2012, stron 317

Dzięki uprzejmości dabarai mogłam przeczytać tę książkę już teraz. Moja radość nie miała granic, gdyż po przeczytaniu poprzedniej powieści autorki, byłam bardzo ciekawa tej najnowszej. Nikt nie widział, nikt nie słyszał… to był mocny akcent na koniec poprzedniego roku. Wstrząsnęło mną, zatrzęsło i potrząsnęło. Ale to było wtedy. Tym razem nie zdarzyło się, niestety nic podobnego, mimo, że tematyka powieści nie należy do najłatwiejszych

Nie bardzo wiem jak i co napisać o tej książce. Autorka wzięła się za tematy, o których bardzo trudno rozmawiać. Molestowanie seksualne i przemoc domowa to tematy drażliwe i wstydliwe. Ani ofiary, a tym bardziej sprawcy nie chcą, żeby to co się dzieje, wyszło na jaw. Ci pierwsi ze strachu lub wstydu, ci drudzy z obawy przed konsekwencjami. Otoczenie zamiast reagować na sygnały, często udaje, że nic szczególnego się nie dzieje, lub obarcza winą same ofiary, bo tak jest wygodniej. Tak to z grubsza działa w rzeczywistości i wszystkie te elementy można odnaleźć w powieści. Mimo tego, temat został potraktowany jednak dość powierzchownie.

Ania i niecałe cztery lata starszy od niej Aaron, to rodzeństwo zdane samo na siebie. Od śmierci ojca matka pogrąża się w głębokiej depresji, więc rodzeństwem opiekuje się siostra ojca, ciocia Gabrysia. Mieszkanie w domu ciotki szybko zamienia się w piekło, za sprawą partnera życiowego ciotki, Andrzeja. Rodzeństwo nie otrzymuje z nikąd żadnej pomocy, więc Andrzej czuje się zupełnie bezkarny.

Żeby nie było, że mądrzę się na ten temat, muszę uprzedzić czytających tę recenzję, że kilkanaście lat pracowałam w pozarządowej ogranizacji non profit pomagającej ofiarom przemocy domowej, kobietom i czasem także ich dzieciom. Niestety niejedno widziałam i słyszałam o tym, jak może wyglądać „rodzinna idylla”. Może z tego powodu książka nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia? Praktyka i intuicja od razu podpowiedziały mi ciąg dalszy historii oraz cel intrygi uknutej przez Anię.

Powieść Małgorzaty Wardy zasygnalizowała pewien problem, ale niestety nie wychodzi ona poza ramy tzw. powieści kobiecej. Temat został potraktowany zbyt płytko, żeby powieść mogła wzbudzić powszechną dyskusję o problemach, które porusza. Nie piętnuje nagannej postawy otoczenia, nie sugeruje żadnych rozwiązań. A szkoda!

Autorka stworzyła bardzo ciekawą i różnorodną galerię postaci; pierwsza naiwna, megaegoistka, zboczeniec seksualny, zbuntowane nastolatki. Ale bohaterowie powieści też potraktowani zostali zbyt powierzchownie, no może poza Aaronem. Postać samej Ani zgrzyta mi od samego początku. Mam wrażenie, że czytam o dziesięciolatce wychowanej w cieplarnianych warunkach, a nie o dziewczynie, którą los dotkliwie doświadcza od wczesnego dzieciństwa. Wiem z doświadczenia, że takie dzieci dojrzewają przedwcześnie, są kompletnie pozbawione tej naiwności, która cechuje powieściową Anię.

Gdybym miała w paru słowach napisać jak odebrałam tę powieść, to pierwsze co mi przychodzi na myśl to to, że lekkostrawny styl powieści tylko jej zaszkodził . Nie da się zbyt prostym językiem opowiedzieć tak skomplikowanej historii. Wyszło z tego tylko trochę ambitniejsze czytadło. Chyba za wysoko podniosłam autorce poprzeczkę, dlatego czuję się lekko zawiedziona.

Dabarai, bardzo dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *